Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose
Białe certyfikaty: audyt, pozyskanie, opracowanie optymalnej strategii Veolia Polska
Zespoły kogeneracyjne zasilane paliwami gazowymi Horus Energia

Czy część elektrowni wodnych od października zostanie wyłączona?

a+a-    Powrót       01 kwietnia 2020       Energia   

Mała energetyka wodna rozwijała się w Polsce do końca lat 30. XX w., później nastąpiła jej rujnacja i ponowny rozwój od końca lat 80. Obecnie niewiele jest nowych inwestycji. O tym, gdzie dziś szukać jej potencjału i dlaczego branża obawia się roku 2020, rozmawiamy z Ewą Malicką, prezeską TRMEW.

Ewa Malicka
Prezeska Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych

Teraz Środowisko: Zaczynając od danych, jaki jest ogólny potencjał hydroenergetyczny w Polsce?

Ewa Malicka: Warto zaznaczyć, że ostatnie badania potencjału hydroenergetycznego polskich rzek pochodzą z lat 60. XX w. Później były one lekko uaktualnione w związku z możliwością wykorzystywania nowych technologii, np. turbin pracujących na niskich spadach, ale brakuje współczesnych badań w tym zakresie.

Nasz teoretyczny potencjał hydroenergetyczny szacuje się na ok. 23,6 TWh/ rok, potencjał techniczny, czyli ilość energii, jaką przy obecnym stanie wiedzy technicznej można by było otrzymać, to ok. 13,7 TWh/rok. Potencjał w porównaniu z innymi krajami europejskimi nie jest zbyt duży, a jego wykorzystanie bardzo niskie. Rocznie w elektrowniach wodnych produkuje się ok. 2 TWh energii, co stanowi ok. 16 proc. potencjału technicznego… podczas gdy średnio w Europie wykorzystuje się potencjał hydroenergetyczny na poziomie ponad 40 proc.

TŚ: Myśląc o dawnej hydroenergetyce, przed oczami stają np. młyny napędzane wodą z potoku… Na jaką skalę właśnie mała hydroenergetyka była obecna w przeszłości?

EM: Dane zebrane w ramach projektu RESTOR Hydro(1) mówią o ponad 8 tys. siłowni wodnych na terenie obecnych ziem polskich w latach 20. XX wieku, a w całej Europie było to ponad 50 tys. obiektów. Te historyczne dane pokazują, gdzie współcześnie należy szukać potencjału hydroenergetycznego. Zalecamy bowiem budowanie małych elektrowni wodnych (MEW) w oparciu o istniejące obiekty piętrzące, np. w miejscach gdzie działały młyny i koła wodne, oraz  tam, gdzie obecnie znajdują się jazy i inne przegrody na rzekach oraz elektrownie wyłączone z eksploatacji.

Oczywiście nie wszystkie z tych 8 tys. obiektów po dokładnej analizie będzie się rzeczywiście nadawać na MEW, ale od ich sprawdzenia powinno się zacząć. Dzięki takiemu podejściu korzystamy z już wybudowanej przegrody, bez potrzeby zbudowania nowej.

TŚ: Zostając w polskiej rzeczywistości, jakie są największe bariery rozwoju dla MEW?

EM: Przede wszystkim na MEW nakładane są liczne obowiązki, bardzo zróżnicowane, ponieważ decyzje wodnoprawne są wydawane indywidualnie dla każdej inwestycji. Generalnie są to prace utrzymaniowe na rzece, wymagania związane z ochroną bioróżnorodności, jak kosztowne przepławki dla ryb, ale też usuwanie odpadów zbierających się na kratkach. Na marginesie, zaśmiecanie rzek to ogromny problemem, wyławiamy nie tylko pozostałości po piknikach nad wodą (butelki, opakowania, itp.), ale nawet meble (!)… a za ich wywóz i utylizację płaci właściciel MEW. Wiele pozycji kosztów i opłat nie zależy od wielkości elektrowni, co zwiększa koszty całej inwestycji dla najmniejszych instalacji. Ponadto, grunty pod wodami i urządzenia piętrzące są najczęściej własnością Skarbu Państwa i właściciel elektrowni zazwyczaj dzierżawi te nieruchomości, co ma swoje implikacje.

Trudnym procesem jest samo uzyskiwanie pozwoleń administracyjnych, w tym przede wszystkim decyzji środowiskowej i wodnoprawnej. Wymagane dokumenty mnożą się na potęgę. Brakuje ułatwień dedykowanych MEW, uproszczeń dla inwestycji w małej skali.

Reprezentuję branżę małych przedsiębiorców, którzy od lat zgłaszają propozycje zmian kolejnym rządom. Ogólnie rzecz biorąc, cała branża OZE potrzebuje stabilnych, prostych i przewidywalnych regulacji prawnych. Przykładowo, w latach 80. XX wieku rozpoczął się rozwój małej hydroenergetyki, a na budowę MEW zezwolono prywatnym przedsiębiorcom. Dlaczego? Była potrzeba zwiększenia retencji i lokalnej produkcji energii, nikt wtedy nie mówił o znaczeniu OZE dla klimatu czy ochrony powietrza. Wystarczyła zachęta od rządu i znaleźli się chętni do działania. Jestem przekonana, że jeśli udało się to wtedy, to historia mogłaby się powtórzyć i dziś.

TŚ: Czy prowadzenie MEW może się we współczesnych warunkach opłacać?

EM: Tak - dopóki elektrownie wodne korzystają z przysługującego im obecnie prawa do stałej ceny w ramach taryf FIT i FIP. Jednak przy obecnych obciążeniach nakładanych na MEW, po upłynięciu okresu na jaki przysługują im dziś taryfy, już niestety niekoniecznie. Postulując więc o przyznawanie nam publicznego wsparcia, wskazujemy na świadczone przez nas usługi.

TŚ: Jaki sposób wsparcia jest najbardziej pożądany w przypadku małej hydroenergetyki?

EM: Nie wykluczałabym ani nie faworyzowała jednego rozwiązania. Natomiast warto pamiętać o specyfice produkcji energii w elektrowniach wodnych. Po pierwsze są to inwestycje wieloletnie. Eksploatacja elektrowni wodnej to kilkadziesiąt lat, więc decyzji o jej budowie nie podejmuje się w przypływie impulsu spowodowanego jednorazową obietnicą pomocy.

Przy temacie długowieczności pojawia się kwestia roku 2020, którego branża MEW się obawia. Otóż obecny system wsparcia OZE został ustanowiony w 2005 r. i maksymalny okres pomocy dla jednej instalacji ustalono na 15 lat. Wsparciem tym objęto istniejące wówczas MEW. Jak łatwo wyliczyć, w tym roku wsparcie dla nich wygasa.

TŚ: Czy podobnie jak w przypadku np. fotowoltaiki model prosumencki to dobry kierunek dla MEW?

EM: Ilość wytwarzanej w MEW energii, nawet mikroinstlacji, pokrywa zapotrzebowanie na energię więcej niż jednego gospodarstwa domowego, a bezpośrednia sprzedaż energii np. przedsiębiorcy zza płotu jest w naszym prawie niemożliwa. Ponadto elektrowni wodnej nie można zlokalizować w każdym miejscu, bywa więc, że jest oddalona od odpowiednich odbiorców. Z tych powodów nie widzę MEW jako czołowych prosumentów.

Za to obiecującym rozwiązaniem, współgrającym z lokalnym i rozproszonym charakterem energetyki wodnej, wydają się spółdzielnie energetyczne. Zwłaszcza dla już działających elektrowni, którym od ostatniego kwartału tego roku wsparcie przestanie przysługiwać. Nowe obiekty jednak trudniej byłoby budować w formule spółdzielni niż w znanym systemie FIT i FIP, choć zapewne nie jest to niemożliwe.

TŚ: Branża wiatrowa już teraz mówi, że odczuje skutki gospodarczych zawirowań związanych z epidemią koronawirusa. Czy MEW także je odczują, czy są na takie sytuacje odporne?

EM: Branża MEW, bazująca niemal całkowicie na polskich i europejskich dostawcach usług i urządzeń, nie odczuje zawirowań w postaci przerwania łańcucha dostaw i braku podstawowych komponentów do realizacji inwestycji w taki sposób jak branża wiatrowa czy fotowoltaiczna. Jednak realizacja nowych inwestycji może zostać zakłócona ze względu na spowolnioną pracę urzędów. W sytuacji, w której praca administracji odbywa się częściowo w sposób zdalny lub rotacyjny, trudno uzyskać w terminie niezbędne uzgodnienia i zezwolenia.

Obawiamy się również zawirowań cenowych na rynku energii elektrycznej, co może jeszcze bardziej obniżyć rentowność MEW, które po zakończeniu okresu wsparcia zdane będą na sprzedaż energii na rynku po cenach hurtowych. Niestety, analizując notowania cen energii na rynku terminowym widzimy już, że te obawy mają bardzo konkretny wymiar.

TŚ: A czy odczuwalne są skutki nasilających się w ostatnich latach susz?

EM: Tak, zdecydowanie odczuwamy skutki susz. I w tym kontekście podkreślam rolę MEW w zwiększaniu retencji wody. Z drugiej natomiast strony, powodzie również są problemem. Stereotyp, że większy przepływ, to więcej energii z elektrowni wodnej, musieliśmy obalać nawet w Urzędzie Regulacji Energetyki. Mianowicie, elektrownia wodna produkuje energię przy optymalnym poziomie wody i zarówno jej nadmiar, jak i niedobór są niezależnym od właściciela powodem zmniejszenia produkcji.

TŚ: Jaką myślą podsumowałaby Pani naszą rozmowę?

EM: Mówiąc szczerze, najbardziej w obliczu wszystkich obecnych trudności zależy mi na tym, aby istniejące MEW mogły dalej funkcjonować. A jeśli to się uda, to eksploatujące te obiekty firmy będą naturalnymi kandydatami na nowych inwestorów w małą energetykę wodną w przyszłości.

Dominika Adamska: Sekretarz redakcji, geograf

Przypisy

1/ Renewable Energy Sources Transforming Our Regions (RESTOR) Hydro to projekt europejski, którego celem jest zwiększenie produkcji energii odnawialnej w małych i mikro elektrowniach wodnych poprzez inwentaryzację i odbudowę historycznych obiektów, wykorzystujących energię wody, takich jak młyny i nieczynne elektrownie wodne. Więcej informacji o projekcie na stronie:
http://www.restor-hydro.eu/pl/

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

IRENA: w 2019 r. w sektorze OZE na świecie pracowało 11,5 mln osób (29 września 2020)Do końca 2023 r. ponad 80 MW mocy z OZE w instalacjach Wód Polskich (16 września 2020)W aukcjach OZE sprzedano w sumie prawie 154 TWh (24 lutego 2020)Czy to koniec polskiej hydroenergetyki jaką znamy? Rząd odkrywa karty (11 września 2019)Zakończenie prac nad projektem Programu Rozwoju Retencji w pierwszym kw. br. (08 stycznia 2019)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony