Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose
Maszyna kompostująca Oklin GG02 firmy Interseroh Polska

Zielone obligacje - elastyczne finansowanie projektów samorządowych

a+a-    Powrót       25 marca 2019       Zrównoważony rozwój   

Wiele potrzeb, zbyt mało środków na ich sfinansowanie? Odpowiedzią mogą być zielone obligacje. Leszek Kąsek z Deloitte wskazuje, czym charakteryzuje się ten instrument finansowy i dla jakich projektów jest dedykowany. Podkreśla walor partycypacji społeczności lokalnych w projektach samorządowych.

Leszek Kąsek
Ekspert w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Deloitte

Teraz Środowisko: Czy w Pana opinii gospodarka obiegu zamkniętego (GOZ) powinna być priorytetem dla polskiego rządu?

Leszek Kąsek: Wsparcie GOZ może być ważnym obszarem interwencji publicznej w ochronie środowiska. Jeśli weźmiemy pod uwagę regulacje środowiskowe, zobowiązania w stopniowym osiąganiu unijnych poziomów recyklingu, to jest to rzeczywiście duży wielosektorowy temat. Patrząc rynkowo, także w odniesieniu do GOZ, obowiązuje zasada, że w gospodarce firmy i konsumenci szukają swoich szans na osiągnięcie zysku. Najlepiej zapowiadająca się idea wtedy zostanie wdrożona, jeśli będą dobre regulacje wspierające rozwój przedsiębiorczości w danym obszarze. Rząd może zatem stymulować jedno i drugie – ochronę środowiska i rozwój przedsiębiorczości.

TŚ: GOZ ma ogromny potencjał, ale czy mamy te odpowiednie regulacje, które sprawią, że szczytne środowiskowe idee będą konsumowane przez biznes z zyskiem?

LK: W mojej opinii regulacje powinny wyznaczać cel, ku któremu dążymy, ale nie powinny być jednak zbyt szczegółowe i nadmiernie rozbudowane, a przez to niezrozumiałe dla firm czy konsumenta. Dotyczy to zarówno perspektywy unijnej, jak i krajowej. Trzeba wyznaczyć ramy, ale zostawić biznesowi przestrzeń do działania.

TŚ: Każda inwestycja potrzebuje finansowania. Co można zaproponować, np. samorządom, które potrzebują środków na realizację dużych projektów środowiskowych?

LK: Istnieje wiele możliwości. Samorządy najczęściej decydują się na kredyty bankowe, pozyskanie funduszy unijnych, stosunkowo rzadko sięgają po obligacje komunalne. Możemy się spodziewać, że w kolejnej perspektywie finansowej fundusze UE dla Polski będą szczuplejsze niż dotąd, może też trudniej dostępne. W takich warunkach warto pomyśleć więc o innym, nowatorskim sposobie pozyskiwania środków, mianowicie o zielonych obligacjach komunalnych. Jest to stosunkowo nowy instrument finansowy, który charakteryzuje się dużą elastycznością. Samorządy mogłyby wybrać dla siebie opcję skrojoną dokładnie na miarę ich potrzeb. Druga zaleta to stosunkowo szybka ścieżka pozyskania środków na inwestycje – wystarczy przekonać inwestorów do swojego pomysłu i przygotować odpowiednią dokumentację.

TŚ: Wyjaśnijmy na początek, czym są zielone obligacje?

LK: Zielone obligacje (ZO) to dłużny instrument finansowy, który od zwykłych obligacji różni się tym, że środki pozyskane z ich emisji przeznaczane są na cele środowiskowe, tzn. minimalizację negatywnego wpływu na otoczenie i środowisko naturalne. Zgodnie z przepisami ustawy o obligacjach, mogą być one wyemitowane przez emitenta w ramach emisji prywatnej (trafi do maksymalnie 149 inwestorów), albo w ramach emisji publicznej (co najmniej 150 inwestorów), wtedy jest więcej wymogów formalnych. ZO mogą przypominać kredyt z określoną datą zapadalności, z reguły im dłuższy okres kredytowania, tym wyższa marża, a co za tym idzie – oprocentowanie. W porównaniu jednak ze zwykłym kredytem bankowym, obligacje są bardziej elastyczne, choćby dlatego, że podmiot udzielający finansowania ma możliwość ich zbycia.

TŚ: Kto może korzystać z takiego instrumentu?

LK: Sektor prywatny (firmy i instytucje finansowe), jak i publiczny: rząd, samorządy, spółki komunalne. ZO pojawiły się na rynkach globalnych w 2007 roku, za sprawą pionierskich emisji międzynarodowych instytucji finansowych – Banku Światowego (BŚ) i Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Przez kilka lat rynki zupełnie nie interesowały się nimi, aż w 2015 r. nastąpił przełom. Po podpisaniu Porozumienia Klimatycznego w Paryżu nastąpił istotny wzrost zainteresowania nimi ze strony sektora prywatnego (firm, ubezpieczycieli, banków, funduszy inwestycyjnych). W ostatnich latach, szczególnie dynamicznie rosły emisje zielonych obligacji także w dużych miastach, np. w Paryżu, Barcelonie, Goeteborgu czy Waszyngtonie, ale także w dużych spółkach komunalnych (przykładowo w spółkach wodno-kanalizacyjnych czy spółkach transportu publicznego).

TŚ: A jakie przykłady z krajowego podwórka mógłby Pan wskazać?

LK: W Polsce miała miejsce pierwsza emisja skarbowych ZO na świecie – Skarb Państwa wyemitował zielone obligacje pod koniec 2016 roku. Kolejna emisja polskich, skarbowych ZO w euro nastąpiła pod koniec 2017 r.. Na początku marca bieżącego roku, Ministerstwo Finansów przy korzystnych warunkach rynkowych uplasowało 10-letnie ZO w euro o wartości 1,5 mld euro i obligacje 30-letnie na 0,5 mld euro. Jeżeli chodzi o sektor prywatny w Polsce, to jedynym emitentem ZO był bank BZ WBK (obecnie Santander Bank Polska), który w maju 2017 r. wyemitował obligacje o wartości 137 milionów euro, które w całości trafiły do portfela IFC – inwestycyjnego ramienia BŚ.

Jak dotychczas uczestnicy polskiego rynku kapitałowego i emitenci komunalni nie zdecydowali się jeszcze na wykorzystanie tego produktu. Pewnie wynika to z tego, że nie jest łatwo być pionierem, wiąże się to z większym wysiłkiem niż chodzenie utartymi ścieżkami. Statystyki wskazują jednak wyraźnie, że zainteresowanie tym instrumentem finansowym na świecie stale wzrasta, więc pewnie i w Polsce to tylko kwestia czasu. Choć gdyby się dobrze zastanowić, to znamy już przykłady emisji obligacji przychodowych przez spółki komunalne, które w gruncie rzeczy były też zielonymi obligacjami (np. bydgoskie wodociągi zdecydowały się na taką formę finansowania inwestycji), choć tak ich nie klasyfikowano.

TŚ: Czy są jakieś szczególne ryzyka w przypadku emisji ZO?

LK: Emisje ZO podlegają regulacjom i oczywiście weryfikacji uczestników gry rynkowej – podobnie jak obligacje „zwykłe”. Zgodnie z zasadami pozarządowego stowarzyszenia Climate Bond Initiative, aby emisje zostały uznane za „zielone”, muszą być przygotowane w oparciu o ramowe wytyczne. Przychody z nich muszą być wyraźnie oddzielone od innych przychodów emitenta i przeznaczone na projekty środowiskowe (można zbadać konkretny efekt i wpływ na środowisko) w oparciu o obiektywny system wyboru projektów u emitenta. Emitent powinien też zdefiniować sposób mierzenia wpływu, monitorować go, mierzyć efekty i transparentnie raportować sposób wykorzystania środków z emisji ZO i efekty środowiskowe oraz społeczne, które przyniosły po pewnym czasie.

TŚ: Jaki jest koszt pozyskania zielonych obligacji w porównaniu z innymi dostępnymi źródłami? Skarb Państwa z Ministerstwem Finansów na czele to jedno, a gmina ze swym skarbnikiem to drugie.

LK: To prawda, ale są specjalne zachęty także dla mniejszych graczy. Mianowicie, skarbnicy gmin o solidnej sytuacji finansowej mogą liczyć na tzw. zieloną premię dla emitenta i tym samym nieco niższy koszt pozyskania pieniędzy niż przy zwykłych obligacjach. Wynika to z poszerzenia bazy inwestorów o podmioty zorientowane prośrodowiskowo, których jest z każdym rokiem więcej, co przekłada się na wzrost popytu. Warto również zauważyć, że dodatkowe wydatki związane z emisją mają charakter jednorazowy, podczas gdy obligacja ma zapadalność przynajmniej kilku, kilkunastu lat, czyli koszty te rozkładają się na liczbę lat do zapadalności.

TŚ: Co można wskazać jako dodatkową wartość ZO?

LK: Myślę, że obok efektów czysto finansowych zachętą do pojawienia się pionierskiej emisji zielonych obligacji komunalnych powinna być wzrastająca świadomość społeczeństwa. W wymiarze lokalnym te cele są stosunkowo łatwo identyfikowalne. Istnieje gros ludzi, którzy chcą się zaangażować na rzecz rozwiązania lokalnych problemów, związanych np. z budową sieci wodociągowej, stworzenia infrastruktury ciepłowniczej czy termomodernizacji budynków użyteczności publicznej. Myślę, że byliby gotowi zainwestować w takie lokalne zielone przedsięwzięcie – tylko trzeba im to zaproponować. Byłaby to inwestycja o niskim ryzyku, gdyż zgodnie z ustawą o finansach publicznych, zobowiązania dłużne sektora rządowego obsługiwane są w pierwszej kolejności. Warto akcentować pozytywne efekty społeczne i środowiskowe, które przynoszą inwestycje finansowane z komunalnych ZO i które można zmierzyć i przełożyć na cenę. Chyba najtrudniejsza kwestia to przełamanie starych przyzwyczajeń i odważenie się na coś pionierskiego. Trzeba pierwszego odważnego! Rząd polski, emitując zielone obligacje, odniósł ogromny sukces międzynarodowy. Dlaczego nie miałoby się to samo zdarzyć na poziomie lokalnym?

Katarzyna Zamorowska: Dziennikarz, prawnik Teraz SamorządWięcej treści dotyczących samorządów w zakładce Teraz Samorząd.

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Resort energii: w Polsce działa ponad 106 tys. mikroinstalacji OZE (22 października 2019)Ulga termomodernizacyjna 2019 do wzięcia – vademecum inwestora (22 października 2019)Zawnioskuj online o dofinansowanie w ramach programu „Mój Prąd” (22 października 2019)KE zatwierdziła wsparcie dla spalarni odpadów w Gdańsku (22 października 2019)Bolesławiec: Ponad 3 mln zł dofinansowania na zakup autobusów elektrycznych (21 października 2019)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony