Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
25.07.2021 25 lipca 2021

Branża wiatrowa jeszcze się nie poddaje

Jeśli ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych wejdzie w życie w takiej formie, jak proponują posłowie, to na pewno zahamuje rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Branża nie złożyła jednak jeszcze broni.

   Powrót       09 marca 2016       Energia   

Projekt ustawy zwanej potocznie odległościową nie pozostawia złudzeń: zawarte tu zapisy to kłody rzucane pod nogi inwestorom, których traktuje się jak potencjalnych przestępców, proponując np. karę więzienia za brak decyzji administracyjnej. Szerzej o tym kontrowersyjnym projekcie pisaliśmy tutaj.

Co sądzi branża energetyki wiatrowej na temat proponowanych, de facto rewolucyjnych zmian w prawie? Nastroje wśród inwestorów są niewesołe, o czym można było się przekonać podczas zorganizowanych w Warszawie targów i konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Zapis odnośnie odległości byłby poważnym ciosem dla branży

- Jeżeli zapis odnośnie wysokości, a więc odległości od zabudowań stanie się czynny, to zasadniczo terenów, gdzie można by rozwijać energetykę wiatrową w Polsce jest jak na lekarstwo – mówił Marek Kałużny, główny inżynier ds. eksploatacji farm wiatrowych w WSB Service. Obecnie standardem są elektrownie o łącznej wysokości 180-200 metrów, co oznacza, że będą mogły być stawiane w odległości około 2 km od budynków. W Polsce takich miejsc już nie ma, bo zabudowa jest dość rozproszona w porównaniu np. ze standardami niemieckimi. Poza tym nigdzie na świecie normy odległościowe nie są tak drastyczne, jak te zaproponowane w projekcie. W Wielkiej Brytanii np. przepisy wcale tego nie regulują, w nieco gęściej niż Polska zaludnionej Danii odległość od zabudowań wynosi czterokrotność wysokości wiatraka, w Grecji i Portugalii jest to 500 m. W Czechach dopuszczalna odległość to pięciokrotność średnicy rotora. W niektórych krajach normy te ustalane są ze względu na poziom hałasu np. 40 decybeli w porze nocnej. Oznacza to odległość od zabudowań między 400 a 600 m.

Nie odległość, a rzeczywiste oddziaływanie

Specjaliści od energetyki wiatrowej podkreślają, że sama odległość od zabudowy nie powinna być uwarunkowana wielkością elektrowni, tylko rzeczywistym oddziaływaniem projektu na otoczenie. Uciążliwości, na jakie skarżą się osoby mieszkające w sąsiedztwie farm wiatrowych, to głównie migotanie cienia i hałas, choć ten drugi wydaje się bardziej dokuczliwy. - W moim odczuciu to hałas powinien być punktem odniesienia do określania odległości. Powinno się robić ekspertyzy, obliczenia, na podstawie których RDOŚ i Główny Inspektorat Sanitarny określałyby odpowiednią odległość. Jeśli już rząd upiera się przy tym, aby odległość w ustawie była, to powinno to być 500-600 metrów – uważa Grzegorz Gawrych zajmujący się rozwojem projektów wiatrowych w firmie Vortex Energy Polska. Jego zdaniem można tę odległość w danym przypadku zwiększyć, jeśli procedura oddziaływania na środowisko tak wykaże.

Hałas się zmniejsza

Oddziaływanie to jest większe w przypadku większej liczby elektrowni skupionych w jednym miejscu, ponieważ hałas się kumuluje. Poza tym zależy od ukształtowania terenu, obecności lasu czy rodzaju zabudowy. Co ciekawe, hałas generowany przez elektrownię nie zwiększa się wraz z jej wysokością - jest wręcz przeciwnie. Gdy wiatrak jest wyższy, hałas jest wytłumiany przez atmosferę – wskazują specjaliści. Inna sprawa, że technologia elektrowni wiatrowych jest także coraz bardziej zaawansowana, zmierza m.in. w kierunku wyciszenia turbin. Na przykład w projekcie wiatrowym zrealizowanym koło Konina (Wielkopolska) do budowy wiatraków użyta została technologia inspirowana skrzydłami sów - na końcach śmigieł znajdują się tu swego rodzaju piórka czy ząbki, które pozwalają zmniejszyć hałas.

Branża się nie da

W sytuacji, gdyby nowe, niekorzystne przepisy rzeczywiście weszły w życie, co stanie się z branżą wiatrową w Polsce? Czy zniknie zupełnie? A może tylko zejdzie do podziemia i pozostaną jedynie firmy serwisujące istniejące wiatraki? - Branża jakoś sobie poradzi, osłabnie, przebranżowi się nieco, ale ciężko będzie odbudować potencjał, który już istnieje – uważa Marek Kałużny. Inne konsekwencje to np. zmniejszenie liczby miejsc pracy, jakie branża daje czy upadek szkół i placówek szkoleniowych kształcących w zakresie energetyki wiatrowej. W zdrowy rozsądek naszych rządzących wierzy mimo wszystko Grzegorz Sarnawski, dyrektor ds. rozwoju międzynarodowego w HCE Design Group. – Nasza firma ma akurat dużo zleceń, ale jest to związane z tym, że klienci chcą się dobrze przygotować do systemu aukcyjnego. My im to ułatwiamy – powiedział. – Zauważamy, że kiedyś nie było konieczne tak dobre przygotowanie do projektu na etapie pozwolenia na budowę. Teraz to się zmienia, dlatego prawdziwi fachowcy na tym rynku pozostaną – dodał.

Optymistą jest również Adam Berger, dyrektor handlowy na Polskę i Europę Wschodnią w firmie FWT energy. Jak mówił, branża i tak od zawsze liczyła się z wahaniami związanymi z polityką. W Niemczech boom na energię wiatru pojawił się po katastrofie w Fukushimie. Jego zdaniem o rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce również mogą w pewnym momencie zdecydować nieprzewidziane okoliczności.

Inny czynnik, który może mimo wszystko wesprzeć energetykę wiatrową w Polsce, to nasze członkostwo w Unii. Marek Kałużny zwrócił tu uwagę, że musimy przecież spełnić określone wymagania dotyczące 15-proc. udziału energii z OZE w 2020 roku. - Prędzej czy później Unia zmusi nas do tego, nakładając wysokie kary umowne za niespełnienie tych celów. Współspalanie tego problemu nie rozwiąże (...) – dodał.

Poparcie społeczne dla wiatraków musi wzrosnąć

Jednym z problemów branży wiatrowej jest brak akceptacji społecznej dla projektów wiatrowych. – Nie mówi się o miejscach pracy, jakie wiążą się z inwestycjami wiatrowymi ani o korzyściach dla środowiska. Nie jest znany fakt, że energetyka wiatrowa jest najtańsza na tle innych OZE – mówił Adam Berger z FWT. Potrzebna jest więc edukacja społeczna w tym zakresie. - Coraz częściej zdarza się, że deweloperzy wyciągają rękę do lokalnych społeczności i wspierają je np. dofinansowując dożynki, lekcje języków obcych dla dzieci czy organizując „dni wiatru”. W ten sposób chcą się pokazać z dobrej strony, zmniejszać dystans, bowiem ciągnie się za branżą negatywna opinia – wskazał Grzegorz Gawrych.

Ewa Szekalska: Dziennikarz

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Kolejne dwa projekty z oczekiwanych przez branżę rozporządzeń dla morskich farm wiatrowych już w RCL (23 lipca 2021)Niezawodna praca farmy wiatrowej tylko z regularnym serwisem (23 lipca 2021)Ørsted stawia na neutralność klimatyczną i wspieranie bioróżnorodności (09 lipca 2021)Prognozy przedstawione w PEP 2040 zostaną przekroczone (06 lipca 2021)Jasna - dewelopment farmy wiatrowej od kuchni (29 czerwca 2021)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony