Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
19.05.2024 19 maja 2024

Koszty serwisu turbin wiatrowych spadły o kilkanaście procent w ciągu ostatnich 5 lat

O trendach na rynku, wyzwaniach wokół serwisu, dostępie do wyspecjalizowanych pracowników i otwarciu nowego oddziału offshore w Polsce mówi Wojciech Łużniak, Country Manager w Deutsche Windtechnik.

   Powrót       05 lipca 2023       Energia       Artykuł promocyjny   
Wojciech Łużniak
Country Manager w Deutsche Windtechnik

Serwisowanie farm wiatrowych w Polsce jest domeną Deutsche Windtechnik od 10 lat. Jak w tym czasie zmienił się rynek serwisowy?

Wojciech Łużniak: Rynek się sprofesjonalizował. Dla nas wszystko rozpoczęło się z pierwszym międzynarodowym projektem. Klient miał problem z obsługą obiektu i de facto zachęcił nas 10 lat temu do wejścia na ten rynek. Sprawdziliśmy swoje kompetencje, rozwinęliśmy się, a dziś działamy w większości krajów europejskich, w Stanach Zjednoczonych i Azji Południowo-Wschodniej.

Zmiana jest ewidentna, klienci są bardziej świadomi, przez lata uzyskali wiedzę, rosną ich oczekiwania. Pojawiło się dużo nowych inwestorów – rynek dziś jest w zupełnie innym miejscu niż dekadę temu.

Z czego wynika wzrost oczekiwań, z dotychczasowej awaryjności?

WŁ: Niekoniecznie, choć z jakością usług nadal bywa różnie – wiele zależy od organizacji oraz tworzących je ludzi. Jednym z elementów jest świadomość standardów, których klienci mogą oczekiwać. Inną sprawą są rosnące wymagania rynku energii. Energetyka wiatrowa jeszcze 30 lat temu była domeną hobbystów, dziś jest w pełni profesjonalnym przemysłem o wysokiej wydajności, gdzie turbiny pracują z dyspozycyjnością rzędu 97% i są podłączone do rozwiniętych systemów nadzoru. To pozwala zawczasu zaplanować konkretne działania, a informacje na bieżąco udostępniać odbiorcy serwisu. Działalność klientów jest dużo bardziej profesjonalna niż dawniej.

Jak na firmy serwisowe oddziałują nowe trendy, takie jak zawieranie umów długoterminowych?

WŁ: Trendy dotykają wielu aspektów. Normą jest, że przy okazji negocjowania umów na dostawę turbin, klienci otrzymują często w pakiecie propozycję długoterminowej umowy serwisowej. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia z rynków francuskiego czy niemieckiego, świadomi klienci nie są skorzy do podpisywania takich umów. To dlatego, że niosą ze sobą wiele ograniczeń, zwłaszcza przy obowiązywaniu np. przez 30 lat. Jeśli dodatkowo umowa nie daje możliwości rewizji jej zapisów o realia rynkowe, może okazać się pułapką. Jednym z przykładów jest eksploatacja turbin w kategorii 2-3 MW (większość zainstalowanych turbin w Polsce). Koszt ich serwisu na przestrzeni ostatnich 10 lat spadł o kilkanaście procent. Kiedy pojawiliśmy się na rynku, jako firma niezależna od usług producenckich, sprowokowaliśmy spadek cen. Jest przestrzeń na zwiększenie wydajności działań serwisowych. Klienci często mają turbiny różnych producentów w portfolio. Jako jedna z niewielu firm jesteśmy w stanie łączyć te technologie i wprowadzając efekt skali, rozmawiając o szczególnych rozwiązaniach, oferować wysokiej jakości serwis.

Jaki powinien być optymalny zakres serwisu?

WŁ: Tyle zakresów, ilu klientów. Wszystko zaś zależy od kształtu umowy. Są firmy, które podpisują całościowe umowy serwisowe, unikając „bólu głowy” związanego z codziennymi problemami wokół eksploatacji. Są  tacy, którzy preferują tylko umowy podstawowe, komponują zakres usług zależnie od oczekiwań. Ważne jest na pewno przyglądać się, czy turbiny są utrzymywane w należytym stanie. Jedna kwestia to użytkowanie turbiny, ale mamy też naturalne zużycie łopat, które bywa traktowane po macoszemu. Tymczasem łopaty pracują w trudnych warunkach (wiatr, piasek, zasolenie), ulegają erozji, a ich dobry stan i korzystanie z profesjonalnych napraw, gwarantuje że cała turbina zachowa produktywność przez długi czas. Jeśli mówimy o eksploatacji przez 20-30 lat, to będzie jeden z kluczowych elementów.

Czy są elementy serwisu, które można pominąć i oszczędzić w dobie trwającego kryzysu?

WŁ: Mieliśmy kryzys 5 lat temu, mamy obecnie, co jakiś czas nasza branża zderza się też z nowymi wymaganiami, które mocno obciążają właścicieli. Mamy tego świadomość. Wszystko jednak jest do zbalansowania. Pewne sprawy można odłożyć, a koszty innych - rozłożyć w czasie. To kwestia planowania i strategii. Myśląc o ograniczeniu wydatków w perspektywie 1-2 lat, wiele można zmienić. Jeśli patrzymy długofalowo – warto do tego przysiąść, przyjrzeć się wraz z dostawcą serwisu, może zweryfikować inne oferty.

Zawsze można rozmawiać o eksploatacji łopat, o ile dysponuje się dobrą dokumentacją. Robiąc inspekcję gromadzimy bardzo szczegółowe raporty, które ewidencjonujemy wewnętrznie i przedstawiamy klientom, by mieli świadomość tego, co się dzieje z ich sprzętem. Na tej podstawie, można  szukać optymalizacji (ale ostrożnie!). To z czym trzeba się zmierzyć, to różnorodność technologii na rynku. Każdy producent ma swoją specyfikę, tak jak w branży automotive. U jednych narzeka się na elektronikę, u innych – mechanikę czy cieknący, jak w samochodzie, olej. Sprowadza się to do refleksji nad konkretnym projektem, ulepszeniem procesów, a wówczas - szukania oszczędności.

Wyjdźmy do przodu. Co najsilniej będzie oddziaływało na rynek w kolejnym 5-leciu?

WŁ: Największym game-changerem będzie offshore, który już widzimy za rogiem. Inwestorzy są zaawansowani z projektami, lokalizacje przydzielone, umowy negocjowane i można się spodziewać pierwszych projektów, których budowa niedługo ruszy. To będzie wielki boom, ale i wyzwanie. Dotąd branża wiatrowa zatrudniała stosunkowo niewielu pracowników. W momencie gdy urośniemy kilkukrotnie, wzrośnie też zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry, będą braki w logistyce, dostępach do części i nad tym trzeba zawczasu się zastanowić. To dotknie każdego.

Jak się do tego przygotować?

WŁ: Jako Deutsche Windtechnik działamy i na lądzie, i na morzu, staramy się zatem uprzedzić fakty, bazując na zagranicznym doświadczeniu. Lokalnie inwestujemy w kadry, rozwijamy swoje biura, szkolimy pracowników po to, by być gotowym na zapewnienie usług nie tylko dziś, jutro, ale za 2-5 lat. Otworzyliśmy w czerwcu br. polski oddział dedykowany dla offshore, gdzie zatrudniamy pierwsze osoby. Będziemy wspierać na razie projekty międzynarodowe, ale współpracujemy też z pierwszym lokalnym klientem, gdzie uczestniczymy w tworzeniu strategii, doradzamy w utworzeniu własnego serwisu w perspektywie lat.

Co jeszcze widać wśród trendów na horyzoncie?

WŁ: Z perspektywy globalnej dostrzegamy, że struktura dużych firm producenckich jest zbyt sztywna dla dynamicznie zmieniających się potrzeb rynku. Stąd serwisy niezależne, także typu in-house, coraz bardziej zyskują na znaczeniu. Zmniejsza się też liczba graczy na rynku, jeśli chodzi o dostawców turbin (straciliśmy jednego z dużych producentów, pozostali mierzą się  z rosnącymi kosztami i wyzwaniami). I o ile w przypadku turbin lądowych nadal jest konkurencja, to rynek offshore jest ograniczony do 2-3 producentów, którzy mogą mieć znaczenie.

Pozostaje też kwestia wyspecjalizowanych pracowników na polskim rynku. Dostępność czy pustka?

WŁ: Pustki nie ma - Polacy są bardzo elastyczni, stąd nasi rodacy od lat pracują na farmach offshorowych zagranicą. Zaczynali jako technicy, często awansowali na wyższe stanowiska. Podejrzewam, że przy odpowiednich warunkach pracy chętnie wrócą oni do Polski, nawet w ramach tej samej organizacji. Nie jest więc tak, że w kwestii kadr nie mamy podstaw.

To, co będzie nas ograniczać, to przede wszystkim liczba pracowników. Trudno szacować, ilu pracowników będzie potrzebował offshore i onshore, który się wciąż rozwija, ale liczymy ich w tysiącach. Szkolnictwo zawodowe było przez lata traktowane po macoszemu, znaleźć człowieka wykształconego np. w kierunku elektrycznym, elektromechanicznych nie jest tak łatwo jak kiedyś. A to będą ludzie o kluczowych dla branży kompetencjach.

PSEWTekst powstał przy współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Tereny przemysłowe – idealne dla wiatru? (15 maja 2024)23 proc. więcej wytwórców energii w małych instalacjach. Raport URE (06 maja 2024)Świetne regulacje, ale brak brandu? Debata „Przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Polsce” (24 kwietnia 2024) Pierwsza z linii 400 kV offshore z pozwoleniem na budowę. Choczewo-Żarnowiec (17 kwietnia 2024)Samorządowcy i naukowcy dyskutowali o autonomii energetycznej gmin. Wrocław (28 marca 2024)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony