Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
19.05.2021 19 maja 2021

W mniejszych miastach ciepłownictwo systemowe przegrywa

Ciepłownie działające w mniejszych polskich miastach zmierzają ku samozagładzie. Duża część tych miejskich systemów się rozpadnie, zastąpią je natomiast małe, rozproszone, zwłaszcza gazowe źródła ciepła – prognozuje Janusz Mazur, praktyk rynku i ekspert w zakresie ciepłownictwa.

   Powrót       30 kwietnia 2018       Energia   
Janusz Mazur
Konsultant ds. ciepłownictwa Jest pełnomocnikiem zarządu ds. energetyki w Przedsiębiorstwie Usług Technicznych sp. z o.o. (spółka MPEC SA w Krakowie). Ponad 20 lat związany z MPEC m.in. jako prezes zarządu Przedsiębiorstwa Oszczędzania Energii ESCO sp. z o.o. Współpracował z Izbą Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie (odznaczony Złotą Odznaką). Autor kilkudziesięciu krajowych i zagranicznych publikacji nt. ciepłownictwa, efektywności energetycznej, rynków energii, esco i ppp.

Ciepłownictwo w Polsce można podzielić na dwie główne grupy. Po pierwsze mamy ciepłownictwo metropolitarne funkcjonujące m.in. w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i innych wielkich miastach. Działają tu duże elektrociepłownie, wykorzystujące wysokosprawną kogenerację. Takich firm ciepłowniczych jest w Polsce niewiele ponad 20.

W miastach mniejszych, najczęściej powiatowych (razem jest ich około 400) działają natomiast lokalne ciepłownie o mocy 10-15 MW, czasem 50 MW. Jednostki te są zwykle zlokalizowane na peryferiach, a więc położone w odległości jednego bądź dwóch kilometrów od miasta. Ciepłownie te są najczęściej opalane miałem węglowym, czasem działają tam kotłownie szczytowe, rzadziej gazowe.

Do mniejszych ciepłowni najczęściej podłączonych jest 10; 20, zwykle nie więcej niż 100 bloków mieszkalnych. Czasem z oferty tych źródeł ciepła korzystają urzędy, basen, park wodny czy ośrodek sportu.

Jeśli chodzi o statystyki dotyczące mniejszych ciepłowni, to funkcjonuje ich kilka. Dwie z nich są bardzo ważne. Pierwsza obejmuje przedsiębiorstwa koncesjonowane, o mocy powyżej 5 MW. Ponad 400 z nich nie posiada statusu efektywnego systemu ciepłowniczego. Zgodnie z drugą, która uwzględnia również przedsiębiorstwa bez koncesji, jest ich ponad 4800 (dane KOBIZE z 2015 roku). To źródła ciepła objęte Dyrektywą MCP, których zakres mocy wynosi od 1 do 50 MW, z czego ponad 70 proc. to kotły o mocy od 1 do 5 MW. W tej grupie mieszczą się też ciepłownie zakładowe, które dodatkowo pełnią funkcje ciepłownicze w mieście. Generalnie kiedyś planowano je właśnie w taki sposób - by jedna ciepłownia zasilała zarówno zakład przemysłowy, jak i miasto.

Mniejsze ciepłownie są „ustawowo” nieefektywne, więc tracą przywileje

Mniejsze ciepłownie borykają się na dziś z licznymi problemami: po pierwsze wszystkie one są nieefektywne energetycznie z perspektywy art. 7b u. 4 ustawy Prawo energetyczne, czyli nie wykorzystują ciepła z kogeneracji, ciepła odpadowego ani też nie używają biomasy. Część z nich transformuje się już do biomasy, część próbuje wdrażać kogenerację, ale na razie są to tylko niewielkie ruchy w dobrym kierunku.

Z racji swej nieefektywności ciepłownie te tracą dwa duże przywileje. Pierwszy z nich wynika z ww. ustawy oraz z ustawy o efektywności energetycznej i dotyczy obowiązku podłączania do sieci ciepłowniczej nowych obiektów o przewidywanej szczytowej mocy cieplnej instalacji i urządzeń do ogrzewania nie mniejszej niż 50 kW. Budowa obiektu łączy się wówczas z obowiązkiem dołączenia audytu efektywności dostarczania ciepła. Jeżeli budynek powstaje w pobliżu sieci ciepłowniczej, gdzie stosuje się wysokosprawną kogenerację, to mieszkańcy właściwie nie mają wyjścia - muszą się do sieci podłączyć. Skoro jednak w małych miastach system ciepłowniczy nie jest efektywny, takiego obowiązku nie ma. Z jednej strony mamy więc sieć i niewykorzystaną moc ciepłowni, z drugiej zaś kotłownię w nowo powstałym budynku.

Brak środków na rozwój

Drugi problem małych ciepłowni to, zgodnie z dyrektywami unijnymi, mniejsza pomoc publiczna dla tego typu przedsiębiorstw. Warszawa, Kraków czy Łódź mogą brać pieniądze z UE na modernizację systemu, a małe firmy ciepłownicze wcale nie mają do nich dostępu albo mają dostęp bardzo ograniczony.

Co z tego wynika? Mniejsze ciepłownie są kompletnie pozbawione środków na rozwój czy przebudowę sieci. Obroty tych firm to około 4-6 mln zł, a wolne środki na inwestycje wynoszą wówczas około 600 tys. zł. To niedużo, zważywszy że wybudowanie 1 km sieci ciepłowniczej to koszt 2 mln złotych. Duży udział w wydatkach tych firm mają także poniesione już nakłady na dostosowanie systemów ciepłowniczych do norm emisji (koszt takiego dostosowania to 0,5-2 mln zł, zależnie od tego, czy firma pozyskała jakieś dodatkowe środki, czy nie). Co więcej, za osiem lat te firmy będą musiały, zgodnie z dyrektywą MCP, dostosować się do kolejnych norm.

Atomizacja małych systemów ciepłowniczych

Efektem problemów ciepłowni jest proces, który nazwałem atomizacją małych systemów ciepłowniczych. Polega on na tym, że małe i średnie przedsiębiorstwa same tworzą sobie konkurencję, budując po kilka małych ciepłowni (każda zwykle po kilkadziesiąt - kilkaset kilowatów mocy). Pozwala im to ograniczyć straty, zwłaszcza w sezonie pozagrzewczym, ale w ten sposób coraz słabiej wykorzystują one główny majątek, który zaczyna generować duże koszty stałe. Zwłaszcza w lecie nie opłaca się prowadzić dużych ciepłowni, biorąc pod uwagę, że odbiory letnie są na poziomie pojedynczych megawatów. Przychody tych firm zmniejszają też kolejne termomodernizacje budynków.

Odbiorców ciepła systemowego ubywa

Jeśli przyjrzymy się cenom ciepła z głównych źródeł w miastach, to – biorąc pod uwagę wytwarzanie, dystrybucję ciepła i konieczne modernizacje – są one po prostu wysokie. Są porównywalne albo nawet wyższe niż ceny ciepła z mniejszych kotłowni gazowych. Od głównej sieci są więc odłączane kolejne budynki - PEC zaś nie ma wyjścia, musi się na to zgodzić. Prawo energetyczne jest bowiem tak skonstruowane, że w siedmiu przypadkach to klient może rozwiązać umowę na dostawę ciepła, a tylko w dwóch może to zrobić przedsiębiorstwo. Kolejnych odbiorców też nie przybywa w małych miastach aż tak często jak w dużych – tu nie buduje się po 100 bloków każdego roku jak np. w Warszawie. Przykładowo, w ciągu roku w takim mniejszym mieście powstaje np. osiedlowy market (jego zapotrzebowanie na ciepło to rząd kilkunastu kW) i domek jednorodzinny (kilka kW).

Systemy miejskie będą zastępowane przez mniejsze źródła ciepła

Można więc powiedzieć, że mniejsze systemy ciepłownicze wchodzą w etap samozagłady i wszystko zmierza w kierunku małych kotłowni lokalnych. Przewiduję, że duża część tych systemów miejskich po prostu się rozpadnie, zastąpią je natomiast małe, indywidualne źródła gazowe oraz różnej wielkości inne źródła. Już dziś są miasta, w których połowę budynków ogrzewa główna ciepłownia, a oprócz tego mikrociepłownie, które dostarczają ciepło np. do kolejnych kilkunastu lub kilkudziesięciu budynków w mieście. Nie ma prawa, które by zabraniało inwestorowi zbudować sobie własną kotłownię nawet tuż obok sieci ciepłowniczej – zwłaszcza jeśli ta druga jest częścią systemu ciepłowniczego nieefektywnego energetycznie.

Janusz Mazur

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Ile w Polskim Ładzie ochrony środowiska? (17 maja 2021)Sześć sposobów na oszczędzanie energii w MŚP (12 maja 2021)PFR zainwestuje w budowę instalacji termicznego przekształcania odpadów w Olsztynie (30 kwietnia 2021)Ciechanów: Powstanie elektrociepłownia na biomasę z turbiną parową (21 kwietnia 2021)W Starachowicach powstanie instalacja termicznego przetwarzania odpadów komunalnych (20 kwietnia 2021)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony