Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
06.05.2021 06 maja 2021

Za mało danych o materiałach niebezpiecznych na dnie Bałtyku, aby rzetelnie prognozować zagrożenie

   Powrót       24 lutego 2021       Ryzyko   

Danych o ilości i jakości materiałów niebezpiecznych zalegających na dnie Bałtyku jest za mało, by móc rzetelnie prognozować skalę zagrożenia – wskazał we wtorek na posiedzeniu Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Grzegorz Witkowski. - Problematyka wszystkich zatopionych w Morzu Bałtyckim materiałów niebezpiecznych jest zagadnieniem niezwykle złożonym, interdyscyplinarnym, międzynarodowym, specjalistycznym, dlatego wymaga wielopłaszczyznowej współpracy członków wspólnoty międzynarodowej, a także wielu resortów i podmiotów na terenie Rzeczypospolitej Polskiej – powiedział we wtorek podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Grzegorz Witkowski.

Dodał, że w ostatnich dziesięcioleciach były prowadzone programy badawcze, mające przeanalizować zagrożenie i ocenić ryzyko, aby zweryfikować wpływ na społeczeństwo i środowisko, a także przedstawić propozycje możliwych działań.

Zaznaczył, że badania pozwoliły uzyskać dane, które poszerzyły wiedzę o miejscach zalegania materiałów niebezpiecznych, ale nie o ich ilości i jakości odpadów. - Nie da się obecnie przewidzieć, jakie skutki ekologiczne i gospodarcze może mieć uwolnienie się materiałów niebezpiecznych do środowiska morskiego. Danych jest zbyt mało, aby móc rzetelnie prognozować skalę zagrożenia – powiedział wiceminister Witkowski.

Brak odpowiedzialności konkretnego organu administracji publicznej

Dodał, że "brak jest jednoznacznie przypisanej odpowiedzialności konkretnego organu administracji publicznej, który powinien być podmiotem wiodącym" przy działaniach dotyczących zatopionych w polskich obszarach morskich materiałów niebezpiecznych.

Wiceminister dodał też, że "działania inwentaryzacyjno-wydobywcze" polskich obszarów morskich niosłyby ze sobą "ogromne koszty". - Zgodnie ze zaktualizowanymi szacunkami kosztów, które zostały przekazane Najwyższej Izbie Kontroli (…) koszt przeprowadzenia działań na całych polskich obszarach morskich wyniósłby ok. 1,5 bln zł – powiedział Witkowski.

Czytaj też: Tykające bomby na dnie Bałtyku

Podkreślił, że MI powołało "zgodnie z zaleceniami pokontrolnymi" NIK międzyresortowy zespół ds. zagrożeń wynikających z zalegających w obszarach morskich RP materiałów niebezpiecznych, do którego włączeni są m.in. szef Kancelarii Premiera, minister obrony narodowej, ministrowie właściwi do spraw energii, gospodarki wodnej, klimatu, środowiska. Jak zaznaczył podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Marcin Przydacz, rola MSZ jest w kwestii materiałów niebezpiecznych "stosunkowo ograniczona". - Działania, które podejmuje MSZ dotyczą głównie problemu zatopionej broni chemicznej i koncentrują się na zwiększaniu świadomości międzynarodowej, dotyczącej zagrożeń z tym związanych, ale także na temat poszukiwań możliwych rozwiązań w układzie dwu- i wielostronnym – powiedział Przydacz.

Co na ten temat mówi GIOŚ?

Małgorzata Marciniewicz-Mykieta z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska zaznaczyła, że w kwestii zagrożeń wynikających z wraków "dotychczasowe badania nie wykazują na problemy, o których można by mówić jako o katastrofie ekologicznej”. - W zeszłym roku rozszerzyliśmy badania o nowe lokalizacje znajdujące się w najbliższej – bezpiecznej – okolicy dwóch zalegających wraków - Franken i Stuttgart – poinformowała Marciniewicz-Mykieta dodając, że wyniki mają być znane w czerwcu br. - Badając przeszło sto wskaźników jakości wód w Morzu Bałtyckim, zarówno w strefie przybrzeżnej, jak i w strefie wód otwartych dotychczasowy monitoring nie wykazał na jednoznaczne powiązanie przyczynowo-skutkowe wpływu na obecny stan jakości (wód) zarówno bojowych środków trujących, jak i paliwa wyciekającego z zatopionych wraków – wskazała.

Poseł Kacper Płażyński (PiS) podczas dyskusji zaapelował do MSZ o częstsze podejmowanie tematu m.in. podczas rozmów plenarnych i ogólnodostępnych sesji. - Nie chciałbym się obudzić za 10-15 lat w sytuacji, że już wtedy będziemy musieli się pozbyć tych chemikaliów, bo jednak się okaże, że są szkodliwe bardziej niż myśleliśmy wcześniej, a jedyne firmy, które będą w stanie zająć się tym problemem, to będą firmy na przykład niemieckie z uwagi na ich zaawansowanie technologiczne, i jeszcze finansowane z naszych podatków – powiedział Płażyński.(PAP)

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Parlament Europejski przyjął rezolucję ws. broni chemicznej zatopionej w Bałtyku (28 kwietnia 2021)Podpisano umowę na wykonanie drugiej części drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską (21 kwietnia 2021)Podpisano rozporządzenie ws. ceny maksymalnej za energię elektryczną wytworzoną w morskiej farmie wiatrowej (31 marca 2021)Projekt uchwały RM: Port Gdynia terminalem instalacyjnym dla offshore (24 marca 2021)„Chroń morze!” to pakiet strategicznych działań na rzecz Bałtyku (23 marca 2021)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony