Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose

USA wycofują się z porozumienia klimatycznego

a+a-    Powrót       01 czerwca 2017       Powietrze i klimat   

Jeszcze w środę tylko dwa kraje na świecie: Nikaragua i Syria nie były stronami podpisanego w grudniu 2015 r. porozumienia klimatycznego z Paryża. Po czwartkowej wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa bliżej tego grona jest również Waszyngton.

Trump niejednokrotnie wyrażał swój sprzeciw wobec postanowień konwencji ONZ o przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, uznając przyjęte w niej zobowiązania za zbyt kosztowne dla USA. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał, że położy kres "wojnie z węglem" i publicznie obiecywał „anulowanie” porozumienia po dojściu do władzy. Po wygranych przez niego wyborach eksperci zastanawiali się, czy nowy prezydent wycofa, uważany za jeden z największych sukcesów Baracka Obamy, akces USA. Jeszcze kilka dni temu, po szczycie państw G-7, Trump odmówił publicznego zobowiązania się do realizacji postanowień umowy. - Cała dyskusja na temat klimatu [red. podczas szczytu] była bardzo trudna, jeśli nie powiedzieć bardzo niezadowalająca - oceniała wtedy efekty rozmów kanclerz Niemiec Angela Merkel. Dziś Trump potwierdził, że USA definitywnie wycofują się z porozumienia.

Co zdecydowało o decyzji?

Donald Trump podważa naukowe dowody na antropogeniczne zmiany klimatu. Przyjmuje je za spiskową teorię dziejów. Trump w ogóle bardzo sceptycznie podchodzi do wszelkich umów i traktatów oraz instytucji międzynarodowych, o ile nie przynoszą one korzyści – w jego mniemaniu – Stanom Zjednoczonym. Krytykuje zarówno umowy handlowe (NAFTA), jak i sojusze militarne (NATO). Nie bez znaczenia były też z pewnością naciski ze strony konserwatywnych polityków republikańskich - komentuje Krzysztof Jędrzejewski, rzecznik ds. politycznych Koalicji Klimatycznej.

Nie ma planu „B”

Unijni politycy z niepokojem wyczekiwali decyzji amerykańskiego prezydenta. Zapowiadali, że i tak nie zmieniłaby ona podejścia Brukseli do walki ze zmianami klimatu, ale brak USA zdecydowanie utrudniłby osiągnięcie ustalonych w Paryżu celów. USA są bowiem po Chinach największym emitentem gazów cieplarnianych na świecie. - Jestem bardzo zaniepokojony możliwym wyjściem administracji USA z porozumienia paryskiego. Walka z globalnym ociepleniem jest najważniejszym wyzwaniem, które dotyczy wszystkich narodów. Naszym moralnym obowiązkiem jest pozostawienie zdrowszej planety przyszłym pokoleniom – powiedział w środę po spotkaniu z przedstawicielami stowarzyszeń ekologicznych szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani. Również w środę, wiceszef Komisji Europejskiej ds. unii energetycznej Marosz Szefczovicz przekonywał, że dla Europy nie ma planu "B" na wypadek odejścia USA, gdyż – jak zauważył – nie mamy zapasowej planety. - Udowodniliśmy w Europie, że transformacja energetyczna to też możliwości dla biznesu. Będziemy kontynuować nasze wysiłki. Europa jest gotowa do objęcia przywództwa w tej sferze – podkreślił. Unijni urzędnicy zwracają uwagę, że ewentualne wycofanie się z przyjętych przez USA zobowiązań nie stanie się też z dnia na dzień. - Amerykanie nie mogą po prostu opuścić porozumienia. Pan Trump tak sądzi, gdyż nie zna szczegółów - dodał cytowany przez Reutera szef Komisji Europejskiej. Zdaniem Junckera wycofanie się z zobowiązań wynikających z podpisania i ratyfikacji przez USA porozumienia paryskiego - które ma moc wiążącą - potrwa wiele lat.

Nic z "dnia na dzień"

Rzeczywiście decyzja Trumpa nie oznacza, że USA mogą wycofać się z porozumienia paryskiego z dnia na dzień. Procedura jest dość skomplikowana. Wycofanie się z umowy klimatycznej zostało opisane w art. 28, który mówi, że 3 lata po wejściu porozumienia paryskiego w życie Strona może złożyć wypowiedzenie, które staje się wiążące po upływie roku. Oznacza to, że Stany Zjednoczone mogą złożyć taki wniosek najwcześniej w listopadzie 2019 r., a rzeczywiście odstąpić od porozumienia – dopiero w listopadzie 2020 r. Warto pamiętać, że kadencja Donalda Trumpa kończy się w styczniu 2021 r. - mówi Krzysztof Jędrzejewski, rzecznik ds. politycznych Koalicji Klimatycznej. - Co prawda, USA mogą wybrać szybszą ścieżkę wyjścia z porozumienia paryskiego tzn. wycofać się z UNFCCC, czyli Ramowej Konwencji ONZ w sprawie Zmian Klimatu, w ramach której zostało zawarte porozumienie paryskie. Artykuł 25 UNFCCC stanowi, że strona może się wycofać z Konwencji w ciągu roku od pisemnego zawiadomienia o swojej decyzji. Wycofanie się z Konwencji oznacza jednocześnie wycofanie się ze wszystkich protokołów z nią związanych. Jednak wyjście z UNFCCC może oznaczać konieczność uzyskania zgody 2/3 Senatu USA, więc na taki krok Trump może się nie zdecydować - dodaje.

Porozumienie paryskie zostało podpisane w grudniu 2015 r. przez 195 państw z całego świata w celu utrzymania wzrostu średniej temperatury światowej na poziomie poniżej 2 stopni Celsjusza. Aby stać się prawnie wiążący, dokument wymagał ratyfikacji co najmniej 55 państw odpowiedzialnych za przynajmniej 55 proc. globalnych zanieczyszczeń. Akces Stanów Zjednoczonych do umowy podpisała administracja poprzedniego prezydenta USA Baracka Obamy, zobowiązując się do redukcji gazów cieplarnianych o 26-28 proc. do roku 2025 w porównaniu z 2005 r.


Kamil Szydłowski: Redaktor naczelny, prawnik

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Polityka klimatyczna ma szczególne znaczenie dla energetyki (12 lipca 2017)Lasy jako sposób walki ze zmianami klimatycznymi (12 lipca 2017)Brak zgody ws. klimatu (10 lipca 2017)Unijne zobowiązanie zmniejszenia emisji zagrożone (06 lipca 2017)Decyzja o zawieszeniu ograniczeń emisji metanu zablokowana (05 lipca 2017)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony
Technologia dezynfekcji wody pitnej i ścieków promieniami UV: przykład Budapesztu