Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
06.12.2021 06 grudnia 2021

Opanowano wyciek paliwa w Norylsku. Poprawa stanu środowiska zajmie co najmniej dekadę

   Powrót       08 czerwca 2020       Ryzyko   

Po wycieku paliwa w Norylsku na północy Rosji i ustawieniu na rzekach pływających zapór, mających ograniczyć rozlewanie się plamy oleju, paliwo przedostało się za zapory i stężenie produktów naftowych za nimi przekracza normy - poinformowały władze we wtorek. Przekroczenie norm wykryto w wodzie poza zaporami ustawionymi na rzece Ambarnaja. Obecność produktów naftowych stwierdzono także w jeziorze Piasino - poinformował gubernator Kraju Krasnojarskiego Aleksandr Uss. Podkreślił, że teraz nie można dopuścić do przedostania się paliwa do rzeki Piasina, która z jeziora biegnie dalej na północ i wpada do Morza Karskiego.

[Zaktualizowano 9 czerwca 2020 r.]

 

W Norylsku zakończono pierwszy etap likwidacji skutków wycieku oleju napędowego ze zbiornika elektrowni, polegający na opanowaniu rozlewania się plamy paliwa, która trafiła do rzeki - powiedział w piątek minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Rosji Jewgienij Ziniczew. Ziniczew, który jest na miejscu katastrofy, podczas wideokonferencji z udziałem prezydenta Władimira Putina powiedział, że sytuacja obecnie już "nie rozwija się".

Wokół elektrowni wciąż pracuje ciężki sprzęt, za pomocą którego zbierany i wywożony jest przesiąknięty olejem grunt. Większość paliwa trafiła jednak do wód - do rzeki Ambarnaja; w wodzie znalazło się - według oficjalnych danych - do 15 tys. ton oleju napędowego. Rozlewanie się plamy ograniczono przy użyciu pływających zapór.

Ogółem jednak dotąd ratownicy zdołali zebrać tylko 2 proc. paliwa i nie jest jasne, jak długo potrwa cała operacja. Prace komplikuje trudno dostępny błotnisty teren i to, że najbliższa droga dojazdowa znajduje się około 20 kilometrów od rzeki.

Przywrócenie do normy sytuacji ekologicznej zajmie co najmniej dziesięć lat

Rosyjska Federalna Agencja ds. monitoringu środowiska naturalnego (Rosprirodnadzor) zapowiedziała, że planowane jest usunięcie około 1,5 tys. metrów sześciennych paliwa. Spalanie jako metoda utylizacji nie jest rozpatrywane - powiedziała w rozmowie z Putinem szefowa Rosprirodnadzoru Swietłana Radionowa. - Znajdujemy się w strefie arktycznej i uważamy, że najbardziej optymalne będzie zastosowanie innych metod, z wykorzystaniem reagentów i rekultywacji biologicznej - powiedziała szefowa agencji.

Jak szacuje Rosprirodnadzor, w wyniku wycieku paliwa stężenie szkodliwych substancji w wodzie przekracza dopuszczalne normy kilkadziesiąt tysięcy razy. Ekolodzy z organizacji Płotina mówią o całkowitym skażeniu rzek Ambarnaja i Dałdykan. Wiceminister środowiska w regionalnym rządzie Kraju Krasnojarskiego Jelena Panowa powiedziała, że przywrócenie do normy sytuacji ekologicznej w rejonie Norylska zajmie co najmniej dziesięć lat.

Ekolodzy są zgodni, że paliwa, które trafiło do rzek nie uda się całkowicie usunąć z wody. Olej napędowy jest bardziej toksyczny niż ropa naftowa i częściowo rozprzestrzeni się w wodzie, pozostając tam na lata. Toksyczne substancje będą miały negatywne skutki dla organizmów wodnych, a w warunkach arktycznych skutki katastrofy będą jeszcze długo odczuwalne.

Nie brak głosów, że można było zapobiec katastrofie, bądź też zmniejszyć jej skutki, gdyby powiadomiono o niej na czas. Jeden ze świadków wycieku powiedział o tym portalowi Baza 29 maja. Kiedy jednak doszło do pęknięcia zbiornika - prawdopodobnie na skutek uszkodzenia fundamentów - dokładnie nie wiadomo. Gubernator Kraju Krasnojarskiego Władimir Uss poinformował Moskwę o katastrofie 31 maja. Najpierw utrzymywano, że nie ma groźby skażenia. Ratownicy przybyli na miejsce katastrofy w nocy z 31 maja na 1 czerwca, a dwa dni później prezydent Putin wprowadził w Norylsku stan wyjątkowy.

Uszkodzenie fundamentów na skutek rozmarzania wiecznej zmarzliny

Władze Norylsko-Tajmyrskiej Firmy Paliwowo-Energetycznej, do której należy elektrownia, a także władze lokalne zapewniały najpierw, że awaria miała charakter nagły - nastąpiło raptowne uszkodzenie fundamentów na skutek rozmarzania wiecznej zmarzliny. Jednak rosyjski oddział organizacji ekologicznej Greenpeace zwraca uwagę, że obiekty przemysłowe zbudowane na wiecznej zmarzlinie wymagają stałego monitorowania, a ekolodzy od dawna ostrzegają przed anomalnym ociepleniem na obszarach Syberii. Ponadto, jak zwrócił uwagę dziennik "Wiedomosti", mogło zabraknąć zabezpieczeń technicznych, np. specjalnych obwałowań wokół zbiornika, które zapobiegłyby przedostaniu się paliwa do pobliskiego strumienia i stamtąd do rzek.

Czytaj: Nie mamy dobrych wieści, patogeny czają się też w topniejących lodowcach i wiecznej zmarzlinie

Koncern Norylski Nikiel (Nornikiel), który jest właścicielem Norylsko-Tajmyrskiej Firmy Paliwowo-Energetycznej, zaprzecza, by zwlekał z informowaniem o katastrofie. Niemniej, właściciel koncernu, jeden z najbogatszych ludzi w Rosji, Władimir Potanin powiedział w piątek Putinowi, że koncern pokryje koszty likwidacji skutków awarii. Koszt ten Potanin oszacował na ponad 10 mld rubli (ponad 146 mln USD), bez uwzględnienia grzywien, które zapewne nałożone zostaną na jego koncern. - Sfinansujemy to całkowicie na koszt firmy. Nie zostanie wydany nawet rubel ze środków budżetowych - obiecał Potanin.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Jest postępowanie administracyjne w sprawie katastrofy ekologicznej w Dolinie Słupi (29 czerwca 2020)Uchwała, która miała zablokować eksploatację węgla ze złoża Paruszowiec - nieważna (04 czerwca 2020)Pokrętna ścieżka do zamknięcia obiegu (03 czerwca 2020)Możemy już panikować. Tylko czy chcemy wiedzieć dlaczego? (01 czerwca 2020)Tykające bomby na dnie Bałtyku (01 czerwca 2020)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony