Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
03.12.2022 03 grudnia 2022

Małe rzeki – duży problem

Współczesne podejście do rzek zakłada minimum interwencji inżynieryjnych i włączenie do inwestycji elementów renaturyzacji. W Polsce jednak wciąż na szeroką skalę reguluje się rzeki, a ich stan jest zły – mówi Przemysław Nawrocki z WWF Polska.

   Powrót       10 października 2016       Woda   
Przemysław Nawrocki
specjalista ds. ochrony wód i gatunków w Fundacji WWF Polska , do maja 2016 r. przewodniczący Komisji ds. Wód i Mokradeł w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody

Niemal 90 proc. jednolitych części płynących wód powierzchniowych, objętych co najmniej jednym rodzajem monitoringu, jest w Polsce w złym stanie.

Podkreślenia wymaga fakt, że stan wód powierzchniowych (w tym wód w rzekach) w rozumieniu Ramowej Dyrektyw Wodnej jest pojęciem znacznie szerszym niż tylko stan chemiczny. Obejmuje również tzw. biologiczne elementy stanu wód, których wskaźnikami są skład gatunkowy, liczebność i w niektórych przypadkach także struktura wiekowa wybranych grup roślin i zwierząt (np. roślin wodnych i nadbrzeżnych, bezkręgowców żyjących w osadach dennych rzek, ryb).

Rzeki - ekosystemy najbogatsze i najbardziej zdegradowane

Rzeki i ich doliny na całym świecie należą do ekosystemów najbogatszych pod względem różnorodności biologicznej, a jednocześnie najbardziej zdegradowanych wskutek traktowania rzek jako odbiorników ścieków, regulacji koryt, ograniczania obszarów zalewowych, przegradzania rzek budowlami piętrzącymi wodę oraz nadmiernych połowów ryb.

Ucierpiały zarówno największe rzeki, jak i małe rzeki i potoki, a wiele gatunków zwierząt i roślin związanych z rzekami jest zagrożonych wymarciem. Wskaźnik żyjącej planety opracowany przez WWF pokazuje, że liczebność populacji gatunków słodkowodnych na świecie w ciągu ostatnich 40 lat spadła aż o 80 proc.

Zły stan wód jest zatem nie tylko konsekwencją chemicznych zanieczyszczeń wody, lecz w dużej mierze przekształceń koryt rzek i ich dolin oraz związanej z nimi roślinności. To wynik regulacji i przegradzania rzek budowlami piętrzącymi wodę. Oba elementy jakości wód są ze sobą powiązane: przekształcenia naturalnej hydromorfologii rzek zaburzają zachodzące w nich procesy samooczyszczania - od dobrego stanu ekosystemów rzecznych zależy więc stan chemiczny wód.

Regulacja rzek zwiększa zagrożenie powodzią

W przeszłości panowało silne przekonanie, że ochrona przed powodzią oraz gospodarcze wykorzystanie rzek wymaga ich regulacji. Podejście takie okazało się błędne. Uregulowane rzeki są nie tylko ubogie pod względem walorów krajobrazowych i zasobów przyrodniczych. Dziś wiadomo, że regulacja rzek, wbrew intencjom człowieka, ogólnie zwiększa, a nie zmniejsza zagrożenie powodzią, pogłębia problem suszy i przyczynia się do wzrostu zanieczyszczenia wody.

Uregulowane rzeki są również bardzo kosztowne, gdyż oprócz raz poniesionych nakładów, stale generują koszty związane z utrzymywaniem w zaprojektowanym stanie technicznym budowli regulacyjnych i urządzeń wodnych oraz samych koryt rzek.

Renaturyzacja rzek jako element inwestycji

Współczesne podejście do rzek, zgodnie z zasadami rozwoju zrównoważonego, dąży do równowagi między gospodarczym użytkowaniem rzek a ochroną przyrody. Takie podejście (odzwierciedlone w Ramowej Dyrektywie Wodnej) ma zapewnić niepogarszanie stanu dobrze zachowanych ekosystemów rzecznych oraz poprawę stanu ekosystemów zdegradowanych, a także polepszenie tzw. usług ekosystemowych świadczonych przez rzeki i ich doliny.

W praktyce wymaga to ograniczenia do minimum interwencji inżynieryjnych oraz wbudowania w inwestycje elementów renaturyzacji rzeki. Powinno się również wspierać wszędzie gdzie to możliwe procesy spontanicznej renaturyzacji, czyli powrotu kształtu koryta rzeki i nadrzecznej roślinności do stanu zbliżonego do naturalnego. Renaturyzacja rzek wspomagana interwencjami inżynieryjnymi i biotechnikami to już powszechna praktyka w wielu krajach zachodniej Europy oraz w Stanach Zjednoczonych, które podobnie jak Polska silnie zdegradowały swoje rzeki.

W rozwiązaniu problemu zanieczyszczeń chemicznych polskich rzek daje się zauważyć postęp, przynajmniej w przypadku punktowych źródeł zanieczyszczeń. Natomiast wbrew temu, czego należało się spodziewać w związku z naszym członkostwem w Unii Europejskiej, znacząco pogłębił się problem presji przekształceń koryt rzecznych.

Tylko jedna czwarta małych rzek w stanie naturalnym

Problem przekształceń koryt rzecznych dotyczy przede wszystkich małych rzek i potoków, których mamy w kraju około 140 tysięcy km. Większość tych cieków została w różnym stopniu uregulowana. Zaledwie jedna czwarta z nich zachowała się w stanie bliskim naturalnemu.

Część w przeszłości uregulowanych małych rzek i potoków dzięki spontanicznie zachodzącym procesom zaczęła odtwarzać naturalne formy koryta i naturalny charakter roślinności. Niestety ten proces naturalnej regeneracji został gwałtownie przerwany. Począwszy od roku 2004 walory krajobrazowe oraz zasoby przyrodnicze rzek (w tym zasoby gatunków ryb o znaczeniu gospodarczym) są na masową skalę degradowane wskutek realizacji przedsięwzięć hydrotechnicznych, takich jak kształtowanie przekroju poprzecznego i podłużnego rzek i potoków oraz usuwanie naturalnej roślinności porastającej brzegi.

Przestarzałe, acz kosztowne rozwiązania hydrotechniczne

Przedsięwzięcia te mają zróżnicowany charakter i obejmują między innymi nowe regulacje rzek i potoków, przywracanie spontanicznie zrenaturyzowanych koryt cieków do parametrów projektowych regulacji sprzed kilkudziesięciu lat oraz „utrzymanie cieków” – będące często eufemistycznym określeniem faktycznej regulacji – polegające między innymi na ich pogłębianiu. Są one najczęściej realizowane z zastosowaniem przestarzałych rozwiązań technicznych, negatywnie oddziałujących na krajobraz oraz przyrodę rzek i ich dolin. W realizacji takich przedsięwzięć stosowane są rozwiązania bardzo kosztowne, takie jak umocnienia brzegów rzek (nawet brzegów wypukłych) narzutem kamiennym, gabionami czy kratownicami betonowymi, niekiedy określanymi jako „ekologiczne”.

Koszty regulacji małej rzeki z zastosowaniem takich materiałów mogą wynosić nawet kilka milionów zł za 1 km bieżący. Takie rozwiązania z całą pewnością nie są zasadne w przypadku odcinków rzek i potoków płynących przez krajobraz łąkowo-leśny. Tam regulacja lub utrzymanie cieku mogą w ogóle nie być potrzebne, a nawet jeśli są, to mogłyby być wykonane znacznie tańszymi i bardziej przyjaznymi przyrodzie sposobami.

Wydatkowanie jak największej ilości środków publicznych

W przypadku wielu inwestycji i prac utrzymaniowych, zwłaszcza tych realizowanych na tak zwanych „rzekach istotnych dla regulowania stosunków wodnych w rolnictwie”, trudno się oprzeć wrażeniu, że ich celem jest wydatkowanie możliwie jak największej ilości środków publicznych. Głównym beneficjentem takich przedsięwzięć staje się „branża hydrotechniczna” – firmy projektowe i wykonawcy regulacji oraz „utrzymania rzek”.

W konsekwencji, środki publiczne pochodzące ze Wspólnej Polityki Rolnej (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich, PROW), unijnych funduszy strukturalnych (np. Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko) czy ze źródeł krajowych (np. środki funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej) były i są w znacznym stopniu marnotrawione, ze szkodą dla rzeczywistych potrzeb rolników i zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich.

Dokładna skala problemu degradacji ekosystemów rzek regulacjami i „utrzymaniem wód” oraz niewłaściwego wykorzystania środków publicznych nie jest dokładnie znana, gdyż nie prowadzi się żadnego ogólnodostępnego rejestru takich przedsięwzięć, umożliwiającego ocenę ich efektywności ekonomicznej oraz skutków środowiskowych. Szacunkowe oceny dokonane przez WWF wskazują, że „utrzymaniem” rzek (w tym głównie pogłębianiem, a także wycinkom drzew i krzewów na brzegach, itp.) objęto w latach 2010–2015 od ok. 11,7 do ponad 20 tysięcy kilometrów bieżących rzek.

Prace utrzymaniowe bez żadnej kontroli

Ważnym elementem rozwiązania problemu miały być tzw. Plany Utrzymania Wód (PUW). Stały się jednak bardziej „listami życzeń” niż planami i zakładały realizację w ciągu sześciu lat aż 75 tysięcy przedsięwzięć, także na cennych przyrodniczo rzekach śródleśnych. Ostatecznie żaden nie został przyjęty, głównie ze względu na opór przed nałożeniem prośrodowiskowych ograniczeń na realizację prac utrzymaniowych. Nie zostały też dotąd opracowane, a od lat obiecywane, zasady dobrych praktyk prowadzenia prac utrzymaniowych ani zasady weryfikacji ekonomicznej efektywności tych prac. Zwiększono natomiast budżet Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi na utrzymanie rzek. Co to może oznaczać dla polskich rzek i potoków - nietrudno zgadnąć.

Definitywnym rozwiązaniem problemu degradacji polskich rzek mogłaby być gruntowna, prośrodowiskowa nowelizacja ustawy Prawo wodne. Obecnie opracowywany projekt przenosi jednak szczegółowe przepisy, które dotąd sprzyjały podejmowaniu działań negatywnie oddziałujących na ekosystemy rzek.

Do tego trzeba dodać nowe zagrożenie: plany rozwoju małej hydroenergetyki, która wbrew tezom głoszonym przez jej zwolenników, bardzo silnie destruktywnie wpływa na ekosystemy rzeczne oraz cechuje się niską efektywnością ekonomiczną.

Małe polskie rzeki i potoki mają coraz większy problem.

Przemysław Nawrocki

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Prawie 58 mln złotych na ochronę polskich mokradeł (01 grudnia 2022)Dlaczego powinniśmy dbać o torfowiska? (16 listopada 2022)KE proponuje nowe przepisy zapobiegające zanieczyszczeniu wód (04 listopada 2022)Spór na linii rząd – wodociągi nadal trwa. Przedsiębiorstwa chcą podwyżek cen wody (25 października 2022)Jak Kraków radzi sobie z kryzysem energetycznym? (21 października 2022)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony