Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose
c-trace: Redukcja kosztów odbioru odpadów dzięki nowoczesnym rozwiązaniom IT c-trace Sp. z o.o.
SklepSUEZ.pl - podstawiamy kontener na odpady pod Twój dom - i masz to z głowy! SUEZ

Nowe spalarnie odpadów muszą być zaplanowane pod RDF

a+a-    Powrót       13 maja 2015       Odpady   

W Polsce powstaje bardzo dużo RIPOKów, przy czym około jedna trzecia wytwarzanych przez nie produktów to RDF. O zagospodarowaniu tego paliwa i innych problemach gospodarki odpadami mówi dr hab. Grzegorz Wielgosiński, profesor Politechniki Łódzkiej.

Grzegorz Wielgosiński
Profesor Politechniki Łódzkiej.

Założenia ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach były świetne. W rzeczywistości wyszło jak zwykle – wiele firm wywożących odpady otrzymuje zapłatę w formie ryczałtu, więc im mniej odpadów dostarczą do RIPOK-ów (regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych), tym więcej pieniędzy zostaje dla nich. A ilość odpadów w lasach rośnie.

Więcej RIPOKów niż potrzeba

Zaczęliśmy mocno rozwijać RIPOK-i, ale nikt nie próbował dokonać bilansu, sprawdzić, ile tak naprawdę ich potrzebujemy. Na początku każda gmina chciała mieć swoją instalację, więc powstała cała ich masa, a kolejne są realizowane. Proces inwestycyjny już się rozwinął i trudno go zahamować. Zakładów MBP, które już są, nikt nie zamknie, bo w większości zbudowano je z udziałem środków unijnych. Wygląda więc na to, że będziemy mieli większe moce przerobowe niż jest w Polsce oficjalnie odpadów (choć trzeba mieć świadomość, że powstająca w Polsce ilość odpadów komunalnych jest zaniżona).

Żeby nie dopuścić do powstania tak dużej liczby RIPOK-ów, trzeba nam było dopilnować bilansu odpadów i mocy przerobowych instalacji parę lat temu. Ale Polak mądry po szkodzie. Teraz konieczna jest modyfikacja wojewódzkich planów gospodarki odpadami - trzeba będzie zbilansować każdy region.

To, że większość odpadów będzie szła przez RIPOK-i, daje szanse na wyselekcjonowanie pewnych frakcji już na tym etapie. Kluczem nie może tu być jednak segregacja odpadów zmieszanych, bo segregowanie na poziomie sortowni jest niedoskonałe, a odpad wychodzi stamtąd brudny. Najważniejsza rzecz to selektywna zbiórka, którą na razie bardzo słabo organizujemy. Żeby ją polepszyć, potrzeba pieniędzy, czasu i informacji.

Brak informacji hamuje selektywną zbiórkę

Trudno odpowiedzieć na pytanie, który system selektywnej zbiórki jest najlepszy. Funkcjonujący w wielu miejscach podział na suche i mokre ma taki plus, że odpady suche przepuszczone przez sortownię mogą nadawać się do recyklingu. Z drugiej strony zbieranie selektywne na trzy lub cztery pojemniki zawsze wymaga doczyszczania, bo zawsze znajdą się tacy, którzy się pomylą.

Podczas szkolenia w połowie lat 90. zorganizowanego wspólnie ze Szwedami, powiedzieli oni dwie ciekawe rzeczy: że selektywna zbiórka funkcjonuje dobrze, jeśli jedna stacja selektywnej zbiórki przypada maksymalnie na 500 osób; poza tym droga dojścia do niej nie może być zbyt daleka, a ona sama musi stać w widocznym miejscu o dużym natężeniu ruchu. Trzeba ludziom ułatwić prowadzenie selektywnej zbiórki.

Oprócz tego bardzo ważna jest informacje i promocja. We włoskiej miejscowości Brescia promowano selektywną zbiórkę przez 10 lat. W rezultacie jej poziom zwiększył się z 1-2 proc. do ponad 30 proc. Jeśli dobre wyniki w recyklingu potrafią osiągnąć uważani za bałaganiarzy Włosi, to nam tym bardziej powinno się to udać. Ale rok to na pewno za mało.

Kiedy w Polsce wchodziła w życie nowa ustawa, większość mieszkańców nie wiedziała, co ma robić. Przeżyliśmy pełną porażkę informacyjną – na początku reformy ludzi tylko straszono karami, zamiast wyjaśniać ideę systemu. Nikt nie tłumaczył, dlaczego włożenie butelki do odpadów zmieszanych to nie „przestępstwo”, ale wrzucenie śmieci zmieszanych do tych zbieranych selektywnie – już tak, bo te selektywnie zebrane stają się wówczas zmieszanymi... Brak informacji niestety wciąż hamuje selektywną zbiórkę.

Nowe spalarnie muszą być zaplanowane pod RDF

Inny problem związany z RIPOK-ami polega na tym, że nikt głośno nie mówi o powstającej tu frakcji paliwowej, nadsitowej, zwanej też RDF-em czy pre-RDF-em. Na razie jedyny pomysł na zagospodarowanie tego paliwa alternatywnego to wysyłanie go do cementowni. Niemniej RDF z niektórych RIPOK-ów nie nadaje się nawet do tego, bo jest za mało kaloryczny – wtedy ląduje na składowisku. A polskie cementownie wciąż sprowadzają część tego paliwa z Niemiec, bo tam są nadwyżki.

Paliwa dla cementowni nie powinno się wytwarzać z odpadów komunalnych, bo jest w nich za dużo dodatków (chyba że przechodziłyby bardzo głębokie sortowanie i głębokie czyszczenie). Powinny powstawać z wybranych frakcji odpadów – głównie z tworzyw sztucznych i gumy. Żeby zwiększyć wartość opałową RDF-u jako paliwa, można też po prostu dosypać do niego plastiku i gumy.

Jeśli RIPOK-i przyjmują dzisiaj 8,8 mln ton odpadów komunalnych, to przy polskiej morfologii odpadów mamy z tego 2,5-3,5 mln ton paliwa alternatywnego (30-40 proc.).

W Polsce nie istnieje na razie ani jedna spalarnia paliwa z odpadów, nie spalimy go też w elektrowni ani w ciepłowni. Musi to być specjalna instalacja zaprojektowana tak jak spalarnia.

Wśród sześciu aktualnie budowanych w Polsce spalarni odpadów, tylko ta w Szczecinie zaplanowana jest pod RDF w połowie. Z kolei spalarnia planowana do wybudowania w Gdańsku będzie cała właśnie na RDF. Oprócz gdańskiej może powstanie dodatkowo jeszcze jedna bądź dwie spalarnie (w tym w Warszawie) i na tym skończy się druga transza budowy spalarni w Polsce. Chyba że będą to już typowe spalarnie paliwa z odpadów.

Tymczasem, jeśli chodzi o oszacowanie potrzeb i lokalizacji... właściwie nic nie wiemy. Nikt nie próbował tego bilansować. Niestety okazuje się, że wiele założeń, np. dotyczących gdańskiej spalarni, jest wziętych „z sufitu”. Aktualnie powstaje w województwie ok. 150 000 ton RDF-u, do roku 2020 ta ilość ma się zwiększyć do 210 000 ton, a spalarnia planowana jest na 250 000 ton.

RDF nie nadaje się do współspalania

Jednocześnie trzeba pamiętać, że paliwo alternatywne to w dalszym ciągu odpad, więc musi być spalane przy zachowaniu wszystkich wymagań dla odpadów. Na współspalanie niestety się nie nadaje, bo ma inne właściwości niż węgiel. Z tego samego powodu nie powiodło się współspalanie biomasy z węglem – choć prób było wiele, prawie wszyscy, którzy to robili, zaczęli się wycofywać.

Podobna sytuacja dotyczy współspalania węgla i paliwa alternatywnego: inna jest tu zawartość substancji lotnych, a inna – substancji koksowej, inna temperatura spalania. Odpady i biomasa zawierają sporo metali lekkich (potas, sód), które obniżają temperaturę topnienia i mięknięcia popiołu. Biomasę spalamy w niższej temperaturze, a węgiel w wyższej, bo ma wyższą wartość opałową. W przypadku współspalania w kotłach zaczynają się zapychać układy odżużlania. Poza tym w odpadach jest więcej chloru, a mniej siarki – to dobrze z punktu widzenia emisji SO2, ale pojawia się zjawisko korozji chlorkowej.

Moim zdaniem na dziś RIPOK-i muszą się postarać lepiej przygotować frakcję nadsitową: usunąć z niej dokładnie metale i niemetale, doczyścić, odpowiednio rozdrobnić, podsuszyć, a także zbadać i określić jej parametry i właściwości paliwowe.

Prof. Grzegorz Wielgosiński

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

NIK o postępowaniu z odpadami komunalnymi po przetworzeniu ich w instalacjach mechaniczno-biologicznych (04 sierpnia 2020)Unieważnienie uchwały ws. spółki mającej budować spalarnię w GZM – do sądu (30 lipca 2020)Myślenie, że nowy ROP da „furę nowego pieniądza” to pułapka. I tak zapłaci konsument (24 lipca 2020)Akt oskarżenia ws. pożaru odpadów w Jaworze (13 lipca 2020)Spalarni odpadów w GZM nie będzie, ale powstanie w Rudzie Śląskiej (02 lipca 2020)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony