Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose
Analizy ryzyka dla ustanowienia stref ochronnych ujęć wód firmy Arcadis
Świadectwa weryfikacji ETV dla innowacyjnych technologii i urządzeń dla gospodarki wodno-ściekowej firmy JWTŚ-IETU

Oszczędzanie wody nie rozwiąże wszystkich problemów

a+a-    Powrót       02 listopada 2017       Woda   

Jak przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne mogą racjonalizować zużycie wody? Gdzie na świecie jej oszczędzanie jest normą? Jak oswoić mieszkańców z podwyżkami cen wody? – m.in. na te pytania odpowiada dr hab. inż. Stanisław M. Rybicki z Politechniki Krakowskiej.

dr hab. inż. Stanisław M. Rybicki
Dziekan Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej

Teraz Środowisko: Jakie są najbardziej prawdopodobne kierunki rozwoju branży wodno-kanalizacyjnej w najbliższych latach?

Stanisław Rybicki: Prawdopodobne jest dalsze racjonalizowanie zużycia wody, które będzie się odbywać w dwóch kierunkach. Po pierwsze musimy pobierać mniej wody ze środowiska, bo przez ekstremalizację zjawisk pogodowych obserwujemy długie okresy niskich stanów wody w rzekach. Te przedłużające się okresy powodują, że sporo miast zaczyna mieć problemy z zaopatrzeniem w wodę od strony ilościowej.

Pogarsza się w ten sposób także jakość wody. Jeśli mamy niski przepływ w rzece – a rzeka w większości jest odbiornikiem ścieków (nawet ścieków oczyszczonych) spływających z terenów położonych wyżej – niski stan rzeki powoduje również, że do ujęcia wpływa woda bardziej zanieczyszczona.

Obecnie potrafimy oczyścić wodę naprawdę złej jakości tak, aby spełniała wymagania rozporządzenia ministra zdrowia, ale to się przekłada na znacznie wyższą cenę jednostkową wody.

TŚ: Mieszkańcy oczekują jednak, że ceny nie będą rosły…

SR: Tak, w dodatku ma tego nawet pilnować wyznaczony specjalnie regulator. W ustawie [zobacz nasze dossier Prawo wodne – przyp. red.] w ogóle nie jest wymienione, że zmiana warunków wodnych, a więc zmiana ilości czy jakości wody jest przesłanką do zmiany ceny. Przedsiębiorstwa wod-kan są trochę zostawione same sobie, bo muszą produkować wodę niezależnie od jakości substratu. Jednym z rozwiązań mogłoby być np. wdrożenie popularnej zwłaszcza w Chinach idei miasta-gąbki, polegającej na tym, by nie pozwolić odpłynąć deszczowi, retencjonować wodę, a później używać jej w razie potrzeby.

TŚ: A co z oszczędzaniem wody przez samych mieszkańców? Czy ma to jakiś wpływ na jej ceny?

SR: W skali bloku można by rzeczywiście zmniejszyć ilość wody do spłukiwania. Jeżeli to oszczędzanie odbywa się w skali całego osiedla, to tę wodę można z powodzeniem używać do celów gospodarczych, np. do wytwarzania betonu czy do innych celów przemysłowych. Na razie natomiast nie ma ryzyka ani potrzeby, aby była ona mieszana z wodą do spożycia.

Rachunek za wodę jest jednym z nielicznych, na które mieszkaniec ma wpływ - opłaty za wodę powiązane z jej zużyciem wprowadzono 30 lat temu. Z jednej strony więc działa zasada „ile zużyję, tyle zapłacę”, ale koszty stałe utrzymania sieci wod-kan są bardzo duże i to one będą coraz bardziej dominować, wpływając na ceny.

Zmniejszenie zużycia wody na osiedlach powoduje, że woda płynie wolniej, doprowadzając do rozpuszczania osadów, które znajdują się w rurach. Wtedy rury te trzeba częściej płukać i to są realne koszty. Wyzwania są też inne: obserwuje się np. zjawisko migracji ludności do miast. Woda musi być dalej odpowiedniej jakości, a my nie poszerzymy przecież rur magistralnych i nie dobudujemy nowych obiektów. Z drugiej strony są miasta, w których mieszkańców ubywa. I tu kolejne wyzwanie dla nas: jak tam eksploatować duże, rozbudowane systemy wodociągów i kanalizacji?

Musimy po prostu inwestować w jakość sieci, to kosztuje. A mieszkańcy są niezadowoleni...

TŚ: Czy branża próbuje temu niezadowoleniu zaradzić?

SR: Kontakt z mieszkańcami jedynie w postaci zgłoszeń i skarg na jakość wody to już przeszłość. Coraz więcej przedsiębiorstw tworzy swoje własne jednostki edukacyjne, w tym inwestuje w kształtowanie świadomości w szkołach. Ludzie nie lubią być zaskakiwani i lubią narzekać, a poprzez edukację przedsiębiorstwom udaje się osiągnąć pewne zrozumienie mieszkańców dla działań przedsiębiorstw wod-kan.

TŚ: Mieszkańcy inwestujący w urządzenia do oszczędzania wody na pewno mają poczucie zwiększonego wpływu na środowisko. Czy jednak takie inwestycje są opłacalne?

SR: Stosując urządzenia wody szarej możemy bez obniżenia komfortu działania obniżyć zużycie wody (oscyluje ono obecnie wokół 100 litrów na osobę na dobę). W prostych systemach, gdzie koszty mogą być ponoszone przez pojedynczego mieszkańca, możemy wykorzystywać wodę szarą z mycia i prania do spłukiwania toalet, zmniejszając zużycie o mniej więcej 30 proc. Jeżeli jednak chcielibyśmy zużytą wodę skierować na ogródek lub do mycia samochodów, to koszty urządzeń skaczą drastycznie, dlatego że wtedy trzeba by zastosować więcej procesów. Większy potencjał widzę w wykorzystaniu wody deszczowej (właśnie do podlewania ogrodu czy mycia auta) - wówczas zużycie można zmniejszyć o 50-60 litrów na dobę.

Systemy wody szarej same z siebie się niestety nie zwracają - nie ma możliwości zejścia poniżej 30 lat okresu zwrotu. Tym bardziej jeśli śmierć techniczna urządzenia następuje poniżej jednej trzeciej tego okresu!

Zastosowanie rozwiązań wody szarej polecam tylko osobom kierującym się wewnętrznym imperatywem, że bardzo chcą oszczędzać wodę. Sprawdzą się też tam, gdzie występuje rzeczywisty niedobór wody.

TŚ: Czyli niekoniecznie w Polsce...

SR: W Polsce problem niedoboru wody na większą skalę może wystąpić za kilkanaście lat… Na razie specjalistami w recyklingu tego dobra są Japończycy, którzy kierują wodę z mycia rąk bezpośrednio do spłuczek. Większość tych japońskich urządzeń ma jednak układ filtracyjny, który zdejmuje z tej wody zawierającej resztki naskórka, mydło, organikę czy środki zmiękczające - nieprzyjemną organoleptycznie część. Woda jest wówczas przejrzysta, ale nadaje się już tylko do spłukiwania toalety. Musimy jednak mieć na uwadze zużycie prądu i chemikaliów potrzebnych potem do płukania filtrów i utrzymywania urządzeń w czystości.

Są też rejony świata (Kalifornia; część Izraela), gdzie nie daje się pozwoleń wodno-prawnych firmom, które nie używają wody z odnowy do celów produkcyjnych. Tam świeża woda pochodząca z przyrody jest zbyt cenna.

Również na pewnym obszarze Płw. Iberyjskiego mieszkańcy wykorzystują np. niewielkie, lokalne źródełka i zakładają tam wspólnie układy odnowy wody. Wiąże się to dla nich z pewnymi nakładami finansowymi, świadomie podnoszą jednak w ten sposób jakość swego życia. Woda z takich układów jest zdatna do picia.

TŚ: Przedsiębiorstwa wodociągowe w Polsce powinny zatem zachęcać do oszczędzania wody, czy nie?

SR: Są takie okresy, że wody płynie mniej niż w pozwoleniu wodno-prawnym – wówczas lepiej rozmawiać z ludźmi (po to są wspomniane centra edukacyjne), promować oszczędzanie wody, niż doprowadzić do sytuacji czasowego wyłączenia. Bo reakcja ludzi jest taka, że jak ma nastąpić wyłączenie, to automatycznie gromadzą wodę i napełniają nią wszystkie duże naczynia w domu.

A po czterech godzinach i tak wylewają ją do zlewu. Efekt? Woda idzie na oczyszczalnię bez zużycia.

Ewa Szekalska: Dziennikarz

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

University of Nevada z USA partnerem polskiej spółki wodociągowej i placówki naukowej (24 maja 2019)Co łączy wodociągi w Polsce i Dubaju? Technologia smart (23 maja 2019)RIO: Gmina może prowadzić działalność w zakresie wod-kan za pomocą urzędu (16 maja 2019)Obligatoryjna produkcja energii z osadów ściekowych? Wod-kan jest na to gotowy (15 maja 2019)Dodatkowe 60 mln zł na projekty gospodarki wodno-kanalizacyjnej dla Małopolski (14 maja 2019)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony