Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
27.05.2024 27 maja 2024

Rolnik i retencja. Duet, który może żyć w harmonii

W tym roku ruszyły zachęty do działań rolno-środowiskowo-klimatycznych. Jednym z nich jest retencja wody na obszarach rolnych. Choć dotąd nie cieszyła się popularnością, oznacza konkretne korzyści także dla rolników - mówi dr Sebastian Szklarek z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii.

   Powrót       10 maja 2023       Zrównoważony rozwój   
Sebastian Szklarek
Ekohydrolog z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii

Teraz Środowisko: Jakie są największe problemy dotyczące jakości wód powierzchniowych sąsiadujących z obszarami uprawnymi?

Sebastian Szklarek: Choć najczęściej mówi się o problemach ilościowych, jakościowe również są istotne, a dotyczą dwóch aspektów. Pierwszy to brak stref buforowych, czyli roślinności, która oddzielałaby pole od wód powierzchniowych. Najczęściej pole jest zaorane do samego cieku, co nie pozwala na ograniczenie dopływu zanieczyszczeń. Opady wypłukują nawozy z gleby prosto do cieku. Zanieczyszczenia (azotany, fosforany, pestycydy) rozprzestrzeniają się nawet wówczas, gdy nawozy czy pestycydy dawkowane są właściwie. Tymczasem roślinność w strefie buforowej zabezpieczałaby jakość wód w ciekach.

TŚ: Jakie mogą być efekty stosowania takiej naturalnej bariery?

SSz: Strefy ekotonowe w Europejskim Regionalnym Centrum Ekohydrologii (ERCE) analizowaliśmy w ramach projektu EKOROB, którego rezultaty były jednoznacznie pozytywne. Kluczową role odgrywa szerokość pasa, a także rodzaj roślinności. Zaczynając od zwykłych trzcinowisk, po mieszanki z olchami, wierzbami, które wychwytują biogeny przez system korzeniowy. Dodatkowo, drzewa ograniczają również erozję wietrzną i wzmacniają bioróżnorodność. Trzeba tu patrzeć w skali całego pola. Nawet jeśli tuż przy pasie ekotonowym będzie mniejszy plon, to całe pole jest już chronione lepiej. Cały bilans na pewno nie jest gorszy, a może być korzystniejszy dzięki ograniczeniu wywiewania wilgoci czy wspomnianej już erozji wietrznej, a przede wszystkim dzięki zatrzymaniu wody w gruncie. Strefy buforowe mają analogiczny wpływ na plony jak pasy kwietne czy zadrzewienia śródpolne.

Czytaj też: Pierwszy krok do zminimalizowania skutków suszy to naprawa szkód wyrządzonych naturze

TŚ: A jaki jest drugi czynnik pogarszający jakość wód na terenach rolniczych?

SSz: To podnoszony od lat problem regulacji drobnych cieków wodnych. Nawet mała rzeka, kręta i wolno płynąca potrafiłaby poradzić sobie z dużą częścią zanieczyszczeń. Przez lata jednak istniały dopłaty do areału, motywujące rolników do prostowania cieków i ich pogłębiania, co ograniczyło zdolności do samooczyszczania się rzek. Brakowi długofalowej refleksji sprzyjały dopłaty suszowe, będące typowym działaniem „objawowym”, zamiast dawania recepty – w postaci retencji – i motywacji do zabezpieczenia się przed kolejną potencjalną suszą.

TŚ: Wyprostowane cieki wbrew pozorom działają też przeciw rolnikom.

SSz: Tak, nieuregulowana, naturalna rzeka oznacza wyższy poziom wód gruntowych i zwiększenie wilgotności gleby. Za tym idzie polepszenie warunków do uprawy i wzrost plonów, znaczny w stosunku do prostych rowów melioracyjnych, które błyskawicznie odprowadzają wodę. Sprawę dodatkowo komplikuje średnia klasa polskich gleb, które nie są najbardziej żyzne i mają słabą strukturę. Stąd naukowcy zalecają przejście z systemu orkowego na bezorkowy. Dlaczego? Mocniejsza struktura gleby sprzyja rozwijaniu się flory bakteryjnej. Ta z kolei zapewnia dostarczenie roślinom większej ilości składników odżywczych oraz utrzymanie wilgoci glebowej. Badania pokazują, że bilans wodny w tym systemie jest znacznie lepszy i pozwala zapobiec zarówno suszom, jak i powodziom. Gleba w dobrej kondycji to od kilku do kilkunastu litrów więcej wody zatrzymanych w każdym metrze kwadratowym.

TŚ: A propos suszy, w ostatnich latach praktycznie co roku słyszeliśmy o suszy, także hydrologicznej... Jak sprawy się mają w tym sezonie?

SSz: Na razie jest wyjątkowo dobrze. Mieliśmy mokrą zimę, dość deszczową wiosnę... W skali całego kraju bilans wodny, który był ujemny przez ostatnie lata, jeszcze aż tak się nie poprawił (czyli susza hydrologiczna może szybko wrócić ), ale na pewno znacząco poprawiła się wilgotność gleby. To zaś dla rolników jest bardzo ważną informacją. Widocznym objawem poprawy sytuacji jest fakt, że nie mieliśmy jeszcze ostrzeżeń o zamieciach pyłowych, a już jest maj. To oznacza, że gleby nie są takie suche i podatne na erozję wietrzną. Wietrznych dni było sporo, ale sygnałów o zamieciach pyłowych nie było.

TŚ: Czy sytuacja na styku rolnictwo-retencja polepsza się, czy wręcz odwrotnie?

SSz: Z pewnością obserwuję rosnące zainteresowanie rolników tą tematyką. Podejście się zmienia, wobec wspomnianych nawracających susz rolnicy są żywo zainteresowani kwestią dostępu do wody. Pytanie jakie rozwiązanie wybiorą – czy postawią na studnie głębinowe, które są rozwiązaniem chwilowym, ale nie rozwiązują problemu, czy raczej będą koncentrować się na działaniach długofalowych, czyli retencji.

Poza zadrzewieniami, oczkami śródpolnymi, strefami buforowymi czy brakiem regulacji cieków jest jeszcze jedno dość proste rozwiązanie, które zyskało na znaczeniu wobec ubiegłorocznej nowelizacji Prawa wodnego. Rowy melioracyjne mogą mieć funkcję zarówno odwadniającą (obecnie dominującą), jak i nawadniającą. Wystarczyłyby proste zastawki, z dobrze umocowanych kilku desek i mamy gotowy „system” nawadniający – woda się podpiętrza podnosząc poziom wód gruntowych, a nadmiar przelewa się do dalszego odcinka rowu, do kolejnej zastawki. Co więcej, wraz ze zmianą prawa nie trzeba tego faktu nigdzie zgłaszać. Jedynym warunkiem jest uzyskanie zgody właścicieli gruntów sąsiadujących z danym rowem. Trzeba zatem porozumieć się z sąsiadem, bo jedne uprawy wymagają większej wilgotności, inne – mniejszej. Gra jednak jest warta świeczki.

Analiza(1) prof. Mateusza Grygoruka wraz z WWF Polska dla polskiej części zlewni Odry wykazała, ile wody byłby w stanie zatrzymać system zastawek rozproszonych. Okazuje się, że tylko dla Odry zrealizowalibyśmy w ten sposób 5% retencji z założonego przez Wody Polskie celu 15% retencji rocznego odpływu wód. Jeśli w zlewni Wisły, mającej dwukrotnie większy obszar, podjęlibyśmy te same działania – cel 15% zostałby zrealizowany z nawiązką. A woda zostaje na miejscu, tam gdzie jest potrzebna.

Marta Wierzbowska-Kujda: Redaktor naczelna, sozolog Teraz SamorządWięcej treści dotyczących samorządów w zakładce Teraz Samorząd.

Przypisy

1/ Chodzi o dokument pt. Wyznaczenie kluczowych stref dla poprawy retencji wody w polskiej części zlewni rzeki Odry Analiza możliwości retencji wody w systemach melioracyjnych i ich potencjalna rola w łagodzeniu niskich przepływów zimowych rzeki Odry (Mateusz Grygoruk, Paweł Osuch, Paweł Trandziuk. 2018.). Treść dostępna tutaj
http://www.ratujmyrzeki.pl/dokumenty/Report_Oder_final_pl_PT_MG.pdf

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Pierwsza umowa o dofinansowanie w obszarze adaptacji miast do zmian klimatu podpisana (20 maja 2024)Konferencja programu „Bezpieczna Wisła – ekologicznie w przyszłość”. Sandomierz (15 maja 2024)Modelowanie hydrodynamiczne. Identyfikacja obszarów zagrożonych wodami opadowymi w miastach (14 maja 2024)Ponad 3,5 mld zł z funduszy europejskich na gospodarkę wodną. Podsumowanie Wód Polskich (10 maja 2024)Transformacja wyobraźni i opłacalność rozwiązań opartych na naturze. Spółki wod-kan a wody opadowe (26 kwietnia 2024)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony