Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose
Maszyna kompostująca Oklin GG02 firmy Interseroh Polska
Najszerszy wybór podestów i podnośników koszowych firmy ROTHLEHNER

Recykling chemiczny rozpocznie zupełnie nową erę

a+a-    Powrót       21 lutego 2019       Odpady   

Prawdziwy recykling polega na tym, że z danego tworzywa można zrobić nowy pełnowartościowy produkt, a w warunkach polskich jest to trudne - mówi dr Tadeusz Nowicki. Przede wszystkim brakuje czystego surowca. Wielką szansą będzie recykling chemiczny, ale jest on dopiero w powijakach.

dr Tadeusz Nowicki
Prezes Ergis SA, Prezes Zarządu Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych

Teraz Środowisko: Co sądzi Pan o inicjatywach europejskich w sprawie plastiku?

Tadeusz Nowicki: Strategia UE dotycząca tworzyw sztucznych nie tyle ma na celu zmniejszenie produkcji tworzyw sztucznych, co lepsze zagospodarowanie odpadów z tworzyw sztucznych. Czasem mam wrażenie, że przekaz jest zafałszowany, a ja czuję się jak adwokat diabła [śmiech]. Fakty jednak są takie, że to właśnie tworzywa sztuczne są jednym z najbardziej wydajnych materiałów stosowanych obecnie w gospodarce. Mają szereg zastosowań, a do ich produkcji zużywa się zaledwie 4 proc. światowych złóż ropy naftowej.

TŚ: Ale za sprawą m.in. wysp plastiku na oceanach plastik kojarzy się źle.

TN: Za to jesteśmy odpowiedzialni wszyscy, producent nie ma wpływu na to, gdzie konsument wyrzuci jednorazowy kubek. Nie zapominajmy jednak, że tworzywa sztuczne obok sektora FMCG (ang. fast-moving consumer goods) znajdują szerokie zastosowanie także w medycynie, budownictwie, motoryzacji. Dzięki nim jesteśmy w stanie zapobiegać, a na pewno ograniczać, zjawisko marnowania żywności, bo dzięki hermetycznym opakowaniom produkty mogą być znacznie dłużej przechowywane. Jest wiele sposobów wykorzystania surowców wtórnych w wyrobach z tworzyw sztucznych np. do produkcji popularnej odzieży sportowej, czyli polarów, a także produkcji folii PET. Tworzywa z recyklingu mają m.in. zastosowanie w produkcji desek tarasowych, paneli, folii izolacyjnych, a nawet całych konstrukcji mostów.

TŚ: Jakie są zatem perspektywy dla przetwórców tworzyw sztucznych?

TN: To branża, która będzie odgrywać coraz większą rolę w gospodarce obiegu zamkniętego. Za sprawą regulacji unijnych zostały nam, jako przetwórcom, niejako uchylone drzwi, których sami nie mogliśmy dotąd otworzyć. Mianowicie firmy zaczęły zastanawiać się, co mogą zrobić, żeby już dziś stopniowo dostosowywać się do wymagań unijnych. Dla nas z kolei, to jaki produkt otrzymamy do przetworzenia, determinuje dalszą produkcję. Z punktu widzenia gospodarki cyrkularnej kluczowa jest kwestia designu opakowania (łatwego do przetworzenia), stosowanie tworzyw biodegradowalnych, najlepiej kompostowalnych w warunkach domowych, ale absolutnym priorytetem jest właściwa segregacja materiałów. A z selektywną zbiórką wciąż mamy ogromny problem w Polsce.

TŚ: Jaki produkt trafia do przetwórcy?

TN: To zależy, czy mówimy o Polsce, czy Niemczech, bo w obu państwach mamy swoje fabryki. Z przykrością stwierdzam, że różnica jest diametralna - na niekorzyść Polski. W Niemczech odzyskuje się dziś 97 proc. butelek z PETu. W Polsce w ramach selektywnej zbiórki zbieramy jakieś 40 proc. PET, ale niewielki procent z tego nadaje się do recyklingu (na skutek kontaktu z mokrymi materiałami). Z punktu widzenia przetwórców najbardziej pożądanym produktem są butelki PET po napojach, najlepiej wodzie mineralnej, ale jest go wciąż za mało. Rokrocznie zdarzają się takie okresy, kiedy nowe tworzywo z fabryki chemicznej jest tańsze niż posegregowane, zmielone butelki. Zatem podstawową barierą przy produkcji z recyklatu, w szczególności z PETu, jest zdobycie surowca za rozsądną cenę.

TŚ: A jak wygląda stosunek kosztów w Polsce i Niemczech? Czy jest porównywalny?

TN: Nie, bo istnieje coś takiego jak „food grade” w recyklatach. W Polsce z naszych butelek powstaje bardzo mało recyklatu, który jest „food grade”, czyli takiego, który pozwala na bezpośrednie użycie recyklatu do produkcji opakowań do bezpośredniego kontaktu z żywnością. W Niemczech praktycznie cały recyklat jest „food grade”, bo jest po prostu czysty. A wynika to z tego, że pochodzi z dobrej, selektywnej zbiórki opartej o system kaucyjny. Każdy w sklepie wrzuca do automatu puste butelki, które jadą bezpośrednio do przetwórcy. Taki system funkcjonuje w siedmiu krajach europejskich (m.in. w Niemczech, Szwecji, Szwajcarii) i sprawdza się doskonale.

TŚ: Co stoi na przeszkodzie, żeby wprowadzić taki system w Polsce? Czy sieci hipermarketów widzą w tym problem?

TN: Podstawową barierą jest brak odpowiednich regulacji. Polski rząd wypowiedział się kilka miesięcy temu, że w jego ocenie to rozwiązanie wiązałoby się ze zbyt wysokimi kosztami. Podnosiliśmy argument, że system tak naprawdę sfinansowaliby ci, którzy butelek nie zwracają, czyli de facto finansowanie wstępne pochodziłoby z niezwróconej kaucji. Była to już druga przymiarka do tego projektu w Polsce i znowu nieudana. Hipermarkety zresztą też nie reagują entuzjastycznie, bo wiązałoby się to dla nich z dodatkowymi obowiązkami.

TŚ: Ale patrząc na przepełnione śmietniki w budownictwie wielorodzinnym, rozszarpane worki, byłaby to wielka szansa.

TN: W kwestii zasad selektywnej zbiórki w Polsce generalnie jesteśmy spóźnieni. W ramach trójstronnych dyskusji została podjęta decyzja, żeby w całej Unii Europejskiej do 2030 roku zbiórka butelek po napojach będzie całkowicie selektywna, czyli żeby nie zbierać ich z innymi odpadami tworzywowymi. Gdyby były zbierane osobno, nie musiałyby jechać do sortowni, tylko od razu do przetwórcy. Tymczasem w Warszawie właśnie wprowadza się system - zgodny z jednolitymi w skali kraju zasadami ustalonymi przez Ministerstwo Środowiska - w którym dalej miesza się tworzywa. A była szansa, żeby proces przyspieszyć o 10 lat!

TŚ: Regulacje UE przewidują obowiązek, by w butelkach było 25 proc. recyklatu z butelek. Może to będzie pozytywnym impulsem.

TN: Przez większość przetwórców tworzyw sztucznych ten przepis jest uważany za ogromną pomyłkę Komisji Europejskiej. Butelki po napojach, szczególnie te, które nie zwierają warstwy barierowej w środku, są nie tylko najłatwiejszym materiałem do recyklingu, ale też najbardziej poszukiwanym. W sytuacji, kiedy na rynku brakuje recyklatu z butelek, naszym zdaniem byłoby sensowniej, żeby producenci np. wody mineralnej mogli używać tylko czystego, pierwotnego tworzywa, bo to byłoby dla nich bardziej korzystne, także kosztowo, a obowiązek udziału recyklatu powinien zostać wprowadzony dla tych produktów opakowaniowych, które są niżej w hierarchii obiegu zamkniętego. To byłby pozytywny impuls.

TŚ: A co z butelkami z chemii przemysłowej?

TN: Oczywiście też podlegają przetworzeniu, ale jest to już dużo bardziej skomplikowany proces. Głównym problemem jest to, że opakowania po chemii gospodarczej tworzy się z różnych materiałów, wzorów - część z PETu, ale i polietylenu, mają znacznie więcej barwienia i nadruku, nie są to tworzywa przezroczyste. To sprawia, że dziś jedyny poważny kanał recyklingu stanowi selektywna zbiórka butelek po napojach, a właściwie wodzie mineralnej, bo w nich nie dodaje się żadnej bariery. O ile przy PET z odzysku jest ewidentna wartość dodana, to przy polietylenach jest już zupełnie inna proporcja, bo tutaj cena granulatu stanowi 1/4 ceny produktu nowego. Jest to więc materiał recyklowalny, czyli taki, który możemy poddać recyklingowi, ale prawdziwy recykling polega na tym, że z danego tworzywa można zrobić nowy pełnowartościowy produkt. Tak jest w przypadku butelki z PETu. Natomiast z granulatu uzyskanego z innych butelek np. po szamponach czy środkach czyszczących można co do zasady zrobić inny wyrób, na ogół jest on jednak zlokalizowany znacznie niżej w łańcuchu wartości niż produkt z PETu. Tworzywa tego typu wykorzystuje się m.in. do produkcji mebli, zabawek czy placów zabaw.

TŚ: Czyli każde tworzywo sztuczne można przetworzyć, tylko trzeba zbudować odpowiedni system?

TN: Tak, a kluczem do sukcesu jest właściwy system selektywnej zbiórki, tylko tyle i aż tyle. Prawdziwa gospodarka obiegu zamkniętego polega na tym, że na końcu cyklu życia danego produktu będziemy w stanie wytworzyć z niego produkt o porównywalnej wartości. A w przypadku wielu tworzyw nie tyle jest to trudne technologicznie, co kosztowo. Osobiście uważam, że recykling na dużą skalę innych tworzyw niż PET ruszy prawdopodobnie za 10 lat, kiedy będziemy mieli recykling chemiczny, który dziś jest dopiero na początku drogi. Pomysł jest taki, żeby wrócić do tworzyw początkowych, z których zostały wytworzone opakowania, czyli w skrócie mówiąc z polimeru zrobić monomer, a potem ponownie z tego monomeru - polimer. I KE też o tym myśli, ale jest to trudny temat i trzeba na to jeszcze dekady.

TŚ: Co w takim razie stoi na przeszkodzie, by branże zarówno żywnościowa, jak i chemiczna używały tego samego materiału do produkcji opakowań?

TN: Jestem zwolennikiem rozwiązania, w którym producenci tworzyw sztucznych dla każdego zastosowania, np. butelki do napojów, tacki na mięso czy ser w hipermarketach, używaliby tego samego, optymalnego materiału. Ale niestety mimo iż jest to bardzo racjonalne rozwiązanie, to budzi ogromne kontrowersje. Opakowania są elementem strategii sprzedażowej firm. Konsument ma prawo zdecydować, co mu się podoba. Ja patrzę praktycznie, przez pryzmat inżynierii materiałowej i optymalizacji działalności przedsiębiorstwa przemysłu chemicznego...

Katarzyna Zamorowska: Dziennikarz, prawnik

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Firmy motoryzacyjne muszą inwestować w infrastrukturę dla aut elektrycznych (18 marca 2019)Farmaceutyki w środowisku: lepiej zapobiegać, niż leczyć (13 marca 2019)Polska nie może być tylko biernym obserwatorem (13 marca 2019)Funkcjonariusze KAS udaremnili wwóz do kraju 65 ton odpadów (07 marca 2019)Plażowy recykling statków europejskim wyrzutem sumienia. Polska pracuje nad rozwiązaniem (06 marca 2019)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony