Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
05.12.2021 05 grudnia 2021

COP26 pozwolił sfinalizować rulebook z Katowic. Rezultaty okiem negocjatora

Brytyjska prezydencja postawiła sobie wysoko poprzeczkę twierdząc, że COP26 uratuje świat. Teraz spotyka krytykę. Czy słusznie? Od strony technicznej postawiono zdecydowany krok naprzód – mówi Katarzyna Snyder, wieloletnia negocjatorka klimatyczna.

   Powrót       22 listopada 2021       Powietrze i klimat   
Katarzyna Snyder
Ekspertka z Instytutu Zielonej Gospodarki, była szefowa polskiej grupy negocjacyjnej przy UNFCCC, doradczyni prezydenta COP19 Marcina Korolca i prezydenta COP24 Michała Kurtyki

Teraz Środowisko: COP26, czyli 26. Konferencja stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC), w publicznej opinii nie rysuje się jako znaczący sukces. Czy słusznie?

Katarzyna Snyder: To zależy. Rzeczywiście, wiele pozostaje do zrobienia, by skierować świat na ścieżkę ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5 st. C, czyli poziomu rekomendowanego przez naukowców. Biorąc pod uwagę, że premier Boris Johnson postanowił w przedbiegach komunikować, że COP26 to ostatnia szansa uratowania świata i moment, w którym węgiel przejdzie do historii, nie dziwię się rozczarowaniu opinii publicznej. W mojej ocenie ta strategia komunikacyjna była nierozważna. Nikt patrzący na negocjacje chłodnym okiem nie spodziewał się, że w dwa tygodnie w Glasgow rozwiążemy tak trudny i kompleksowy problem, z którym borykamy się od dekad.

Jednak od strony technicznej, zrealizowano właściwie wszystkie postawione przed negocjatorami cele, umożliwiające uruchomienie globalnego, spójnego systemu raportowania, globalnego systemu handlu emisjami i bardziej intensywne finansowanie mitygacji i adaptacji w krajach rozwijających się. Ponadto COP26 dał dużo pozytywnych politycznych sygnałów, na które np. już zareagował europejski rynek handlu emisjami. Z tym jednak dużo trudniej przebić się do opinii publicznej, bo wymaga to specjalistycznego poziomu wiedzy od odbiorcy.

TŚ: Spróbujmy zatem zrozumieć: co udało się osiągnąć?

KS: Podzieliłabym te wyniki na trzy kategorie. Pierwsza dotyczy poziomu działań redukcyjnych, druga - globalnej solidarności w tych działaniach, a trzecia - ich transparentności. W Glasgow w każdej kategorii posunęliśmy się o krok naprzód. Pamiętajmy, jest to proces ONZ, który rządzi się swoimi prawami i nie jest doskonały. Podkreślam, że potrzeba więcej działań i utrzymywanie presji na poszczególne rządy jest konieczne. Ja jednak oceniam wyniki tej konferencji rozumiejąc proces UNFCCC od środka. Mogło być znacznie gorzej.

TŚ: Najpierw zatem ambicje. Dane sekretariatu Konwencji(1) wskazują, że dotychczasowe zgłaszane krajowe plany redukcyjne (NDCs) są daleko niewystarczające, by pozostać w granicy wzrostu ocieplenia o 1,5 st. C do końca tego wieku. Co się zmieniło?

KS: To prawda, że NDCs nie są wystarczające, aby uniknąć katastrofy klimatycznej. Zwróćmy jednak uwagę na istotną dynamikę w tym procesie. Przed Porozumieniem paryskim świat był na ścieżce ku globalnemu ociepleniu katastrofalnej wysokości 3,5-4st. C. Po pierwszej rundzie krajowych planów redukcyjnych ta trajektoria obniżyła się do 2,7-3 st. C. Wciąż za dużo, ale trend jest dobry. Po drugiej rundzie w Glasgow jesteśmy na ścieżce ku 2,1-2,4 st. C. Jeżeli weźmiemy pod uwagę działania deklarowane luźno w politycznych dokumentach pozaprocesowych - do których jednak podchodzę sceptycznie - trajektoria obniża się do 1,8 st. C . To, co jest teraz konieczne to konkretne działania ze strony rządów, aby deklaracje zostały wypełnione. Ich wypełnienie zależy od woli każdego rządu, a ONZ nie może żadnego państwa do niczego przymusić. Bo negocjacje w ramach ONZ to nie policyjny system, ale nacisk dyplomatyczny. Glasgow utrzymało wiele istniejących i otworzyło kilka nowych punktów presji, które kraje mogą teraz wykorzystywać w relacjach wielostronnych i dwustronnych. Ta jest kluczowa dla realizacji coraz ambitniejszych działań redukcyjnych poszczególnych krajów. Dużą rolę do odegrania mają też inne fora poza ONZ: G20, G7, miasta, regiony, społeczeństwo obywatelskie i sektor prywatny. UNFCCC samodzielnie nie rozwiąże tego problemu, ale jest bezsprzecznie ważną częścią układanki. W mojej ocenie, jak na proces ONZ-owski, częścią efektywną.

TŚ: Na COP26 padło też odniesienie do dążenia ku odejściu od paliw kopalnych.

KS: Tak, to najbardziej przełomowe historycznie sformułowanie, zawarte w decyzji 1/CP.26, które nota bene mogło zaważyć na braku porozumienia i upadku COP26 w ostatniej chwili. Indie, z poparciem Chin i USA, naciskały na osłabienie języka odnoszącego się do kompletnej eliminacji węgla (więcej tutaj), co było bardzo trudne do zaakceptowania przez tzw. państwa ambitne, w szczególności państwa wyspiarskie, które dosłownie walczą o przetrwanie. Ostatecznie, przeważyła wola kompromisu i akceptacja niedoskonałego wyniku. Był on gorzką pigułką tak dla tych, którzy chcą eliminacji węgla, jak i dla tych, którzy nadal wiążą z nim swój rozwój. Ale to jest właśnie esencja negocjacji wielostronnych.

TŚ: Przejdźmy do drugiego obszaru: globalna solidarność.

KS: Tu mowa przede wszystkim o pieniądzach. Po pierwsze, państwa bogate pojawiły się na COP26, nie wypełniwszy celu przekazania na finansowanie klimatyczne 100 miliardów dolarów rocznie do 2020 roku. Wiarygodność podejmowanych zobowiązań ma wpływ na atmosferę w procesie, a tu wiarygodność krajów rozwiniętych została zachwiana. Decyzja z Glasgow z żalem oficjalnie odnotowuje tę sytuację. Po drugie, negocjatorzy otworzyli proces negocjacji nowego celu finansowego, który wejdzie w życie po 2025 roku. Mówi się nawet o cyfrach rzędu biliona dolarów. Decyzja z Glasgow przewiduje program negocjacji do 2024 r. Wtedy, na COP w Europie Wschodniej, mają zapaść ostateczne rozstrzygnięcia.

Po trzecie, zmieniły się akcenty w finansowaniu tzw. mitygacji i adaptacji. Trendy wskazują, że dotąd w ramach międzynarodowego finansowania klimatycznego preferowano projekty związane z obniżaniem emisji (mitygacją). Kraje biedniejsze potrzebują natomiast większego wsparcia w dostosowywaniu się do już zachodzących zmian klimatycznych, czyli w adaptacji. Innymi słowy, kraje rozwijające się chcą, by instalacja paneli słonecznych i zabezpieczanie linii brzegowej przed zalaniem miały równy priorytet. Mamy takie zapisy w decyzji z Glasgow.

W tej kategorii jest też czwarty punkt, w którym Glasgow nie przyniosło przełomowego wyniku - żywa i trudna dyskusja o finansowaniu mechanizmu start i szkód. Stany Zjednoczone postawiły wyraźną granicę małym krajom wyspiarskim i krajom najmniej rozwiniętym, które proszą o dedykowane środki finansowe na odbudowę po katastrofach. Kraje bogate są gotowe do pomocy technicznej i eksperckiej, ale nie do ustanowienia osobnego kanału finansowania poza istniejącymi już kanałami pomocy humanitarnej. Jest to obszar negocjacji, w którym twarda polityka zderza się z argumentacją moralnej odpowiedzialności. Czasem trudno to obserwować.

TŚ: Zostaje trzecia kategoria, transparentność.

KS: W tej kwestii zapadły ważne decyzje. Przyjęto tabele, które przewidują, co i w jaki sposób mają raportować wszystkie Strony Konwencji. Unifikacja pozwala zestawiać ze sobą poszczególne zobowiązania, które dotąd były nieporównywalne. Ogromną pracę wykonano w tym obszarze w Katowicach, jednak dopiero w Glasgow strony dojrzały do rozwiązania ostatnich, kluczowych zapisów. Dopełnieniem Pakietu Katowickiego, było też ostateczne określenie przedziału czasowego dla NDCs. Plany te składane będą co pięć lat, ale mają być zaplanowane z horyzontem pięciu, a nie dziesięciu lat.

Sfinalizowano też zapalny temat międzynarodowego handlu emisjami, którego nie udało się zakończyć ani nam w Katowicach, ani rok później prezydencji chilijskiej w Madrycie. Od lat była to oś sporu i potencjalne pole do dużych nadużyć, np. podwójnego liczenia redukcji emisji CO2. Porozumienia w tej kwestii niewielu się spodziewało.

TS: Powiedzmy nieco więcej o rynkach handlu emisjami, dotyczy ich słynny artykuł 6. Porozumienia paryskiego.

KS: Istnieje na świecie wiele systemów handlu emisjami (jak europejski ETS, chiński, ale i ten w Kazachstanie, Nowej Zelandii czy Korei). O nich wspomina art. 6.2 Porozumienia paryskiego. Stypuluje on, że w ramach tych systemów kraje mogą wymieniać się jednostkami, które potem mogą sobie zaliczać na poczet swoich celów redukcyjnych. Dodatkowo, Porozumienie paryskie przewiduje w artykule 6.4 utworzenie nowego, jednolitego światowego systemu handlu emisjami. Ten mechanizm również będzie umożliwiał wykorzystywanie generowanych w nim redukcji emisji na poczet wypełnienia krajowych celów redukcyjnych. W negocjacjach pod tymi dwoma punktami pojawiło się kilka bardzo trudnych politycznych problemów. Ogólnie można je zarysować następująco: jedna grupa krajów chciała zapewnić zawężenie pola do nadużyć i by mechanizmy zaobfitowały prawdziwymi redukcjami emisji, a nie kreatywną księgowością. Druga grupa, w tym Brazylia, chciała przenieść redukcje wygenerowane pod mechanizmami Protokołu z Kioto do nowego systemu, chroniąc swój interes ekonomiczny - jednostki są przedmiotem handlu - ale szkodząc globalnemu wysiłkowi redukcyjnemu. Negocjatorzy musieli też zmierzyć się z kwestią podwójnego liczenia jednostek przez sprzedającego i kupującego oraz z tym, czy część dochodów ze sprzedaży będzie przekazywana obowiązkowo na projekty adaptacyjne. Temat jest na tyle głęboki, że zasługuje na oddzielną rozmowę.

Podsumowując – nawet jeśli COP26 nie uratował świata, proces negocjacyjny obfitował w pozytywne decyzje.

TŚ: Czego wobec tego mamy wyglądać podczas kolejnej konferencji w Egipcie?

KS: Pod lupą znów będą NDCs. Glasgow wzywa do ich aktualizacji jeszcze w 2022 r., tymczasem USA i Australia już się od tego odżegnują. Moim zdaniem, ważne jest, co zrobią Chiny, Meksyk i Brazylia, które nie popisały się przy drugiej rundzie celów redukcyjnych.

Kolejnym elementem będzie finansowanie adaptacji do zmian klimatu i otwarcie konkretnych rozmów o nowym celu finansowym po 2025 r. A nie chodzi tylko o horyzont czasowy i sumaryczną wysokość wpływów, ale też o to, kto będzie płacił. Sprecyzowanie grona donatorów, o ile rozszerzy się ono poza kraje tzw. Aneksu II (czyli członkowie OECD w 1992 r.), będzie na pewno znacznym wyzwaniem, zaplanowanym na trzy kolejne konferencje. Następnym – finansowanie start i szkód, o którym już wspomniałam. Od czasu ustanowienia mechanizmu strat i szkód na COP w 2013 r. (polska prezydencja w Warszawie) kraje rozwijające się mogą korzystać z pomocy technicznej i merytorycznej w przypadku katastrof spowodowanych zmianami klimatu. Wciąż jednak upominają się o zarezerwowanie puli środków finansowych dostępnych na ew. wniosek w takich sytuacjach. Póki co, pomoc humanitarna w czasie katastrof trafia do potrzebujących innymi kanałami. Często poprzez ustalenia bilateralne. Oczekuje się jednak rozwiązania tego na poziomie globalnym, w ramach polityki klimatycznej. A prezydencja egipska to konstytuanta krajów rozwijających się i na pewno postawi wysoko na agendzie tradycyjne priorytety tych krajów: pieniądze, adaptację oraz straty i szkody.

Marta Wierzbowska-Kujda: Redaktor naczelna, specjalista ds. ochrony środowiska

Przypisy

1/ Czytaj: Analiza krajowych planów klimatycznych nie napawa optymizmem
https://www.teraz-srodowisko.pl/aktualnosci/unfccc-krajowe-plany-klimatyczne-ndc-emisje-gazy-cieplarniane-10849.html

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

MAP: Polska jak najszybciej złoży do KE wniosek notyfikacyjny dot. transformacji górnictwa (03 grudnia 2021)Niski ślad węglowy najgorętszym trendem sezonu (01 grudnia 2021)PZPM: wprowadzenie zakazu sprzedaży aut spalinowych w 2035 r. wymaga natychmiastowych działań prawnych (29 listopada 2021)Wyniki Benchmarku Strategii Klimatycznych dla firm z WIG20 i mWIG40 (26 listopada 2021)Polska strategia niskoemisyjna nadal nie istnieje. Rząd przygotował inny dokument (24 listopada 2021)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony