Korzystając z naszej strony internetowej, wyrażają Państwo zgodę na używanie cookies. Więcej informacjiClose
Przedstawiciel handlowy Columbus Energy S.A.
Wirtualny magazyn energii elektrycznej, bilansowanie OZE i klastrów oraz autokonsumpcja w innych PPE firmy IEN ENERGY

Czas przestać korzystać z renty zacofania i pokazać światu olbrzymi potencjał rozwojowy

a+a-    Powrót       30 sierpnia 2017       Energia   

Na tle trendów światowych sytuacja w polskiej energetyce staje się dramatyczna. I to właśnie daje mi nadzieję, że w końcu przyjdą zmiany, gdyż takiego stanu rzeczy w dłuższym okresie nie udźwignie ani nasza gospodarka, ani Polacy – mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.

Grzegorz Wiśniewski
Prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej

Teraz Środowisko: Jakie są szanse Polski na wypełnienie zobowiązań na rok 2020 dotyczących udziału energetyki odnawialnej w naszym miksie energetycznym?

Grzegorz Wiśniewski: Moim zdaniem nie mamy na to już żadnych szans. Powszechnie mówi się, że może nas uratować współspalanie biomasy, ale nawet gdybyśmy wykorzystali wszystkie kotły dostosowane do współspalania biomasy, moglibyśmy osiągnąć 10 TWh energii. Potrzebujemy natomiast ogółem 130 TWh zielonej energii elektrycznej i ciepła oraz biopaliw, a wszystkie wchodzące w życie regulacje prawne blokują lub spowalniają, zamiast stymulować wystarczająco szybki rozwój OZE.

Trudno jest dzisiaj precyzyjnie oszacować, ile energii z OZE nam zabraknie i jakie będą koszty z tym związane. Nie ulega jednak wątpliwości, że przegramy na tym ekonomicznie (bo porażka środowiskowa jest ewidentna), gdyż nawet gdybyśmy wystąpili z Unii Europejskiej (co jest przecież mało realne), będziemy musieli zapłacić w 2020 roku innym członkom Wspólnoty, którzy przekroczą swoje cele, między 5 a 15 miliardów zł za tzw. transfer statystyczny lub jeszcze wyższą kwotę, jeżeli zdecydujemy się na zapłacenie kary już po 2020 roku.

TS: Czy Polska jest tutaj wyjątkiem?

GW: Nie. Wiele europejskich krajów ma z tym problem, nawet Niemcy i Francja, która zmaga się z lobby atomowym w podobnym stopniu, jak my z węglowym. I właśnie dlatego ciągle podkreślam, że musimy współpracować międzynarodowo, że nieuchronna ewolucja rynku energetycznego może dokonać się najtaniej wyłącznie wtedy, gdy np. będziemy realizować wspólne inwestycje i gdy rynki zbytu będą mierzone na skalę europejską, a nie krajową.

Różnica między Polską a innymi krajami europejskimi jest taka, że Francja czy Niemcy mają plan przejścia na OZE w ciągu najbliższych 20 lat i już go realizują. Polska nie stworzyła takiej strategii i nasza polityka opiera się o powstały w 2010 roku Krajowy Plan Działań w zakresie OZE, dokument mało ambitny i już od kilku lat dalece nieaktualny. Zakładał on na przykład rozwój fotowoltaiki do 3 MW w 2020 roku i dalej bez zmian (tak przynajmniej mówi także nieaktualna Polityka energetyczna), podczas gdy mamy dziś do czynienia z ponad 200 MW. Plan promował też energetyczne wykorzystanie biomasy energetycznej (aż 85 proc.), której nie mamy w takich ilościach, oraz rozwój energetyki wiatrowej do 6 GW i do tego poziomu się faktycznie zbliżyliśmy. Nasz rząd w dalszym ciągu się tego trzyma i alarmuje, że mamy za dużo wiatraków, nie widząc zastoju w pozostałych branżach energetyki odnawialnej i generalnego odchylania się w dół od wymaganej dyrektywą ścieżki wzrostu OZE.

TS: By zniechęcić opinię publiczną do energetyki odnawialnej, społeczeństwo straszone jest wielkimi podwyżkami cen energii, które nieuchronnie musi przynieść jej rozwój.

GW: Ceny energii muszą być realne, muszą zachęcać do jej oszczędności i promować ekologię. 10 lat temu rząd bułgarski upadł po wprowadzeniu podwyżek cen energii. Wielki opór społeczeństwa nie miałby miejsca, gdyby ceny od początku stopniowo rosły i pokrywały zarówno koszty modernizacji, jak i ochrony środowiska!

Jeśli obywatel, a przede wszystkim przemysł, musi płacić wysokie rachunki za prąd i ciepło, a przy okazji płaci podatki od zanieczyszczeń (bo inaczej mogłoby to prowadzić do promocji tańszej, ale brudnej energii), to w naturalny sposób rozgląda się dookoła i sprawdza, jak mógłby zaoszczędzić. To sposób funkcjonowania np. Danii, gdzie inwestuje się w OZE, gdyż pozwalają na to ulgi finansowe i podatkowe. Równocześnie promuje się efektywność energetyczną, bo przy pełnych kosztach energii ma ona realny wpływ na rachunki.

Dania pokazała, że ceny energii mogą być wysokie przy wysokim poziomie życia i silnym przemyśle, ale społeczeństwo musi być przekonane, że to jest inwestycja w przyszłość. A ceny powinny powoli rosnąć, wraz z rozwojem i ewolucją gospodarki w kierunku efektywnej energetycznie. Jeśli Polska dalej będzie inwestować w węgiel (a już nawet górnicy wiedzą, że to nie jest dochodowy biznes i zbliża się jego kres), to w pewnym momencie ceny skoczą w górę bardzo radykalnie, co może oznaczać duży kryzys społeczny.

TS: Czy jedyną możliwą drogą jest liberalizacja polskiej energetyki?

GW: Pakiet zimowy, czyli plan energetyczny UE na lata 2021-2030, poświęcony jest liberalizacji i decentralizacji energetyki europejskiej. Tylko współpraca między krajami Unii może zapewnić nam niższe ceny.

Polska energia jest już droga, a mimo to mamy ambicje jej eksportu lub przynajmniej autarkii. Albo kraj odetnie się od reszty Europy i będzie prowadził własną politykę, albo będziemy promować współpracę, otrzymując w zamian energię tańszą i czystszą.

Polska energetyka jest w rękach czterech spółek państwowych opierających się na spalaniu węgla, które mają za sobą na szczeblu rządowym silnego lobbystę, jakim jest Ministerstwo Energii, czyli właściciel spółek i jednocześnie faktyczny ustawodawca i regulator rynku. W tej sytuacji trudno myśleć równocześnie o ochronie konsumentów i o liberalizacji rynku, bo to nie byłoby na rękę państwowym koncernom.

Liberalizacja, obok wdrażana technologii o niskich kosztach eksploatacyjnych, jest jedyną znaną drogą do obniżania kosztów na rynku energii, ale pod warunkiem, że będzie ona połączona z dywersyfikacją i decentralizacją. Wprowadzenie liberalizacji poprzez np. całkowite odejście od taryfowania, przy jednoczesnym zachowaniu struktur monopolistycznych, wcale nie będzie prowadziło do obniżania kosztów, a wręcz odwrotnie – doprowadzi do ich wzrostu.

TS: Sektor energetyki odnawialnej w Polsce reprezentowany jest przez setki małych i dużych firm. Czy, oczekując na regulacyjne zmiany, nie powinny one poważniej pomyśleć o eksporcie?

GW: Najwyższy czas przestać korzystać z renty zacofania i pokazać światu, co mamy najlepsze. Polacy mają know-how, proponują innowacyjne urządzenia i rozwiązania. Niestety, rynek wewnętrzny jest słaby, a to od niego rozpoczyna się sukces każdej firmy. Dopiero później zaczyna się myśleć o eksporcie – a tu mamy wiele do zaoferowania.

W naszym kraju znajdują się czołowi producenci kolektorów słonecznych. Jesteśmy też uznanym producentem kotłów do spalania węgla i biomasy – na eksport mogą liczyć przede wszystkim firmy spełniające najwyższe normy i standardy jakości, gdyż rynek wewnętrzny ciągle zadowala się produktami tanimi i mało ekologicznymi.

Także w branży fotowoltaiki nie mamy się czego wstydzić: o ile Europa już dawno przegrała z Azją pod względem produkcji ogniw, w Polsce mamy kilka firm produkujących wysokiej jakości moduły fotowoltaiczne. Niestety, ich fabryki pracują na poziomie 20 proc. swoich możliwości, więc większy popyt na rynku krajowym byłby dla wszystkich korzystny, bo prowadziłby do obniżenia cen – na czym skorzystaliby krajowi inwestorzy oraz poprawiłaby się konkurencyjność w eksporcie.

TS: A jak wygląda przygotowanie naszych kadr?

GW: W 2015 roku w branży OZE w Polsce było zatrudnionych, w przeliczeniu na pełne etaty, ok. 35 tys. osób. Pod te potrzeby Polska wykształciła bardzo dobrze przygotowanych do pracy w zielonej energetyce inżynierów, instalatorów, projektantów; jest do zagospodarowania olbrzymi potencjał, który – jeśli regulacje się nie zmienią, a rynek dalej się będzie kurczył – prędzej czy później ucieknie nam za granicę lub przekwalifikuje się, a olbrzymie nakłady prywatne i publiczne na kształcenie zostaną całkowicie zmarnowane.

Mamy więc ludzi, mamy firmy, mamy społeczną presję ekologiczną wynikającą ze złego stanu powietrza – najwyższy czas zacząć wdrażać unijne regulacje, by zapobiec powstaniu w energetyce i w ochronie środowiska Europy dwóch prędkości, na czym Polska i Polacy mogą tylko i wyłącznie stracić.

Marta Wojtkiewicz: Dyrektor rozwoju Instytut Energetyki OdnawialnejTekst powstał we współpracy z Instytutem Energetyki Odnawialnej.

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Porozumienie paryskie tematem COP23 (17 listopada 2017)Komisja Nadzoru Rynku Energii zamiast prezesa URE (09 listopada 2017)Ponad 10 tys. osób domagało się rezygnacji z węgla (06 listopada 2017)Polski atom nadal w lesie (06 listopada 2017)Włochy planują rezygnację z węgla do 2025 r. (02 listopada 2017)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony