Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
22.04.2024 22 kwietnia 2024

Ubezpieczyć się od zmiany klimatu? Trzeba zacząć dialog o nowych rozwiązaniach

Zmiana klimatu pociąga za sobą przekształcenia wielu sektorów gospodarki, w tym branży ubezpieczeniowej. O uwzględnianiu ryzyka klimatycznego, ubezpieczaniu produkcji energii odnawialnej czy o trendach cenowych rozmawiamy z dr. hab. Marcinem Kawińskim z Instytutu Gospodarstwa Społecznego SGH.

   Powrót       18 stycznia 2024       Ryzyko środowiskowe   
dr hab. Marcin Kawiński
Instytut Gospodarstwa Społecznego SGH

TŚ: Ok. 250 mld dolarów. Tyle według niemieckiej firmy reasukuracyjnej Munich Re w 2023 r. kosztowały globalne straty wynikające z ekstremalnych burz oraz innych ekstremalnych zjawisk pogodowych. Ubezpieczyciele pokryli mniej niż połowę tych strat. Jak zmiany klimatu wpływają na rynek ubezpieczeń?

MK: Trzeba po pierwsze powiedzieć, że ubezpieczyciele ubezpieczają klimat od dawna – to jedna z głównych linii biznesowych. Wyróżniamy katastrofy spowodowane przez naturę i człowieka, choć przy antropogenicznych cechach zmiany klimatu coraz trudniej odróżnić jedno od drugiego. Globalnie obserwujemy tendencję wzrostową, jeśli chodzi o intensywność ekstremalnych zjawisk pogodowych. To, że ponad połowa spowodowanych nimi szkód nie była ubezpieczona, może wynikać z różnych powodów. Po pierwsze, ubezpieczenie nie jest jedyną metodą zarządzania ryzykiem i czasami się finansowo nie opłaca. Niektóre rzeczy są z kolei trudno ubezpieczalne. Bez dwóch zdań jednak, zmiany klimatu oddziałują na rynek. Munich Re jako firma reasekuracyjna „rozprasza” ryzyko na skalę globalną, ma więc bardziej holistyczne spojrzenie. W mniejszej skali ryzyka czasmi rosną szybciej i w niektórych obszarach reasekuatorzy wskazują, że ich reasekuracyjna pojemność powoli się kończy. To nie oznacza, ze ubezpieczenia znikają, ale skłonność firm do podejmowania ryzyka będzie maleć. Co za tym idzie, będą rosnąć stawki, co odbije się na dostępności ubezpieczeń.

TŚ: Czy, poza podnoszeniem stawek, firmy będą mniej chętnie wypłacać ubezpieczenia, ponieważ wskutek wzrastającej dotkliwości zmian klimatu ich dotychczasowy model biznesowy przestaje być opłacalny?

MK: Jest różnica między wyższymi stawkami a mniej chętnym wypłacanym świadczeń. Co do drugiego zjawiska, na rynkach rozwiniętych o takie sytuacje dość trudno. Nie można na masową skalę zaniżać wypłaty świadczeń albo odszkodowań, bo spotka się to z reakcją nadzoru lub regulatora. Szczęśliwie w Polsce mamy już raczej za sobą okres kiedy występowały nagminnie problemy z realnością ochrony ubezpieczeniowej. Stawki ubezpieczeniowe mogą jednak rosnąć. Jeszcze większe znaczenie ma ubezpieczalność miejsc wystawionych na konkretne zagrożenia, np. terenów zalewowych, na których niestety powstają czasem budynki lub infrastruktura.

Czytaj też: Zmiana klimatu wpływa negatywnie na gospodarkę Polski

TŚ: Powstawanie zabudowy mieszkalnej na terenach zalewowych stwarza zagrożenie dla przyszłych mieszkańców. Czy takie inwestycje nie mogą liczyć na ubezpieczenie?

MK: Mapy zalewowe, którymi dysponujemy, nie są może doskonałe, ale jesteśmy w stanie dzięki nim pokazać jakie ryzyko dotyczy jakich obszarów. Jak na razie ubezpieczyciele nie podejmują gwałtownych decyzji, ale taka inwestycja nie powstanie bez udziału kredytu. Zabezpieczeniem kredytu jest ubezpieczenie. Kiedy nie będziemy mogli go zdobyć, pojawią się problemy również z kredytowaniem. Konsekwencje ponoszą więc klienci takich inwestorów – np. kupujący domy na terenach zalewowych. Brak ubezpieczenia dla nieruchomości na obszarze zalewowym sprawia, że bank może odmówić kredytu. A w przypadku udzielenia już kredytu wystąpić o jego natychmiastowa spłatę w związku z brakiem zabezpieczenia w postaci ubezpieczenia. Warto mieć tego świadomość. Polityka przyjęta przez rynek ubezpieczeniowy zależy również od postawy państwa w tym obszarze.

Czytaj też: Inwestycje na terenach zagrożonych powodzią. NIK krytycznie o działaniach samorządów

TŚ: Powróćmy do spojrzenia globalnego. W jakim obszarze ostrożność firm ubezpieczeniowych jest nasilona? Czy w regionach najbardziej narażonych na skutki zmian klimatu erozja rynku będzie postępować gwałtowniej?

MK: Już obecnie w krajach Europy Południowej między rynkiem ubezpieczeniowym a rządami toczą się zaawansowane rozmowy na temat publiczno-prywatnego mechanizmu ubezpieczeniowego - prywatne podmioty mówią, że rosnące ryzyko je przerasta. Firmy komunikują – jeśli dalej mamy oferować te same produkty, stawki będą rosnąć, aż do poziomu, w którym ludzi nie będzie stać na ubezpieczenie.

TŚ: Jakie rozwiązania zakładają takie publiczno-prywatne mechanizmy?

MK: Może to być np. współorganizacja funduszu (poolu) klimatycznego – „wspólnego worka”, do którego dokłada się również państwo i z którego w przypadku dużego kataklizmu mogą czerpać wszyscy. Może to być także dopłacanie przez państwo do ubezpieczeń w szczególnie narażonych rejonach, a także państwowe gwarancje do pewnej kwoty dla zakładów ubezpieczeniowych. To bardziej skomplikowany, ale całkiem dobry mechanizm, obniżający wymogi kapitałowe dla firm. Nad takimi właśnie systemami, połączonymi z mechanizmami prewencyjnymi działa się obecnie np. we Francji czy w Wielkiej Brytanii.

Polska ma jeszcze trochę czasu, ale moim zdaniem dialog na ten temat trzeba rozpocząć. Powodzie, które nas szczęśliwie omijały, w końcu jednak przyjdą i rynek oraz państwo muszą się do tego przygotować. Do sprawy trzeba podejść systemowo, przy okazji również regulując wspomniane kwestie związane z planowaniem przestrzennym. Paradoksalnie, po raz pierwszy od długiego czasu nasze położenie geograficzne jest atutem, ponieważ równoleżnikowy układ łańcuchów górskich blokuje szybkie przemieszczanie się mas powietrza i w porównaniu z innymi regionami mamy pewien klimatyczny komfort.

TŚ: Czy na te wyzwania reaguje również UE?

MK: Unia stawia raczej na cząstkowe rozwiązania, nie wprowadza jednak horyzontalnego podejścia do tej kwestii. Jeżeli popatrzymy na politykę Komisji Europejskiej, zajmuje się ona osobno np. elektromobilnością, a osobno rynkiem finansowym. Proszę też pamiętać, że państwa członkowskie mają swoją autonomię, a także różne problemy, na które można odpowiadać w zróżnicowany sposób. W Hiszpanii czy Grecji poważnym wyzwaniem są pożary lasów, z kolei w Polsce nadal głównym ryzykiem środowiskowym pozostaje powódź.

Zmiany klimatu często postrzega się w sposób bardzo katastroficzny, tymczasem często przejawiają się one bardziej subtelnie. Spójrzmy np. na dostosowanie budynków do rosnących temperatur. Mocne nagrzewanie powoduje zwiększone koszty zdrowotne (w tym interwencji ratunkowych podczas upałów) i nadumieralność osób starszych. To także kwestia przepustowości ratunkowych oddziałów szpitalnych czy przenoszenia się wirusów – choroby znane z Afryki pojawiają się już na południu Europy i z czasem dojdą również do nas. Problemy są więc złożone i oprócz spektakularnych zdarzeń powinniśmy się zaadaptować do życia w zmienionych warunkach. Ubezpieczenia mogą w tym pomóc, ponieważ preferują prewencję – zmniejszenie składki w przypadku przygotowania i łagodzenia skutków zjawisk związanych ze zmianami klimatu Może to zachęcać ludzi do działań adaptacyjnych. Widzę w tym duży potencjał ubezpieczeń. Do pewnego momentu są one racjonalnym mechanizmem, ale przy zbyt wysokiej składce mogą zachęcać do bagatelizowania problemów.

TŚ: W ostatnich latach powstają produkty ubezpieczeniowe związane z energetyką odnawialną. Czy polski rynek jest pod tym względem dojrzały i ukształtowany?

MK: Musimy jeszcze znacząco rozwinąć się w tym obszarze. Produkty, o których Pan mówi, można podzielić na te, które służą do zabezpieczenia infrastruktury OZE wytwarzającej energię, a drugie wiążą się z wpływem warunków pogodowych na opłacalność takiej infrastruktury. Kiedy podmioty OZE mają zakontraktowaną odpowiednią ilość energii, pojawia się pytanie, czy są w stanie taką ilość dostarczyć. W przypadku źródeł pogodozależnych jest to niepewne, a produkcja energii jest przecież kwestią biznesową i najczęściej finansowaną z kredytów, które trzeba spłacać. Pierwsze z tych produktów już się w Polsce pojawiają, drugie są w fazie projektowej.

TŚ: Wspomniał Pan o innych, poza ubezpieczeniami, metodach zarządzania ryzykiem i szacowania go. Jakie to metody w odniesieniu do zmian klimatu?

MK: Jeśli chodzi o szacowanie tego ryzyka, trzeba się oprzeć na profesjonalistach. Zakres możliwych zdarzeń jest relatywnie szeroki, a skutki czasami nieuświadomione. Ludzie mają trudność z pamiętaniem zdarzeń oddalonych bardziej niż o pięć lat (np. jeśli powódź wydarzyła się wcześniej, prawdopodobnie nie uwzględnimy jej w naszym oszacowaniu ryzyka).

Co do metod zarządzania ryzykiem, podstawowa jest świadomość, że żyjąc w jakiejś społeczności, tym co robimy w ramach naszej własności prywatnej, oddziałujemy poza nią.  Jeżeli posiadam las rosnący nad strumieniem i go wytnę, nie będzie to tylko moja sprawa. Retencja wody drastycznie spadnie, a prawdopodobieństwo powodzi na niżej położonych obszarach znacząco wzrośnie. To jeden z kluczowych problemów – jeśli popatrzymy na całkowitą liczbę opadów w Polsce, ona może nawet lekko wzrasta. Rosną jednak również odstępy między tymi opadami, które stają się coraz bardziej intensywne. Retencja w takich okolicznościach jest kluczowa. Jeżeli wszyscy zabetonują swoje podwórka, niech nie dziwią się, że dawniej przejezdna droga zamienia się w wenecki kanał.

Obecny czas wymaga powrotu do korzeni, wyjścia poza własne podwórko i myślenia społecznego. To duża rola dla administracji publicznej – gmin i powiatów, które muszą uświadamiać ludzi i zachęcać ich do odpowiedzialnych zachowań. Również biznes musi zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich działań. Choć polskie firmy mają relatywnie dużo czasu na drastyczne zmiany – od 10 do 20 lat - paradoksalnie odczują je znacznie wcześniej. A to z powodu ich udziału w łańcuchu dostaw dużych korporacji, które będą zobowiązane do raportowania tego jak „zieloni” są ich dostawcy. Jeśli nasze przedsiębiorstwa przekonująco nie wykażą stosowania prośrodowiskowych rozwiązań, wypadną z tych łańcuchów. Podobnie jest w przypadku firm działających w obszarze zamówień publicznych; nacisk na ich zieloną transformację będzie coraz większy. Największe firmy będą stosować „politykę Excela” – jeśli ich partnerzy nie będą wpasowywać się w określone widełki, trzeba będzie się z nimi pożegnać.

Czytaj też: Retencja a plany zagospodarowania przestrzennego? Poradnik dla samorządów łączy urbanistów i ekologów

Szymon Majewski: Dziennikarz

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Plany adaptacji, ochrona zieleni i wymagania dla paliw biomasowych. MKiŚ przedstawia projekt ustawy (09 kwietnia 2024)Za nami VI posiedzenie Komitetu Monitorującego program Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej (28 marca 2024)Kraków przygotowuje się na zmiany klimatyczne. Lokalne partnerstwa i naśladowanie natury (26 marca 2024)MKiŚ rozpoczyna współpracę z organizacjami pozarządowymi. Środowisko dla Rozwoju (15 marca 2024)IOŚ-PIB zrealizuje pierwszy w kraju Regionalny Plan Adaptacji do Zmian Klimatu (12 marca 2024)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony