Robots
Cookies

Ustawienia cookies

Strona Teraz Środowisko wykorzystuje cookies. Część z nich jest niezbędna do funkcjonowania strony. Inne służą poprawianiu jakości naszych usług.
Więcej  ›
29.05.2024 29 maja 2024

W Polsce jest 2184 wielkotowarowych ferm drobiu. Co na to środowisko i społeczeństwo?

W ciągu pięciu lat liczba pozwoleń na budowę instalacji do intensywnej produkcji zwierzęcej wzrosła w Polsce o 281%. Przeciw fermom przemysłowym występują mieszkańcy obszarów wiejskich, a NGOs apelują o wprowadzenie moratorium na nowe inwestycje.

   Powrót       10 kwietnia 2024       Ryzyko środowiskowe   

Według danych przytoczonych przez Koalicję Żywa Ziemia, w Polsce istnieje 279 wielkotowarowych ferm świń, 2184 wielkotowarowych ferm drobiu (z czego 1995 utrzymujących kury, 11 utrzymujących gęsi, 165 utrzymujących indyki i 13 utrzymujących kaczki) oraz 645 gospodarstw utrzymujących zwierzęta futerkowe. Jak intensywna produkcja zwierzęca wpływa na funkcjonowanie regionów, w których jest ulokowana i z jakimi skutkami środowiskowymi się wiąże? O sprawie rozmawiano 6 kwietnia br. podczas debaty zorganizowanej w położonych w powiecie bialskim Wisznicach. W dyskusji o fermach przemysłowych i reperkusjach ich działalności wzięli udział mieszkańcy okolicy, przedstawiciele organizacji pozarządowych (w tym Inicjatywy „Nasz Rzecznik”), a także prawnicy z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO). – Jako strona społeczna chcemy aby przemysłowa produkcja zwierzęca została potraktowana jako problem ogólnopolski, który należy rozwiązać za pomocą krajowych regulacji prawnych; tak aby skutecznie przeciwstawiać się inwestycjom szkodliwym dla  społeczności lokalnych oraz środowiska naturalnego – zaznaczyła specjalistka ds. polityki żywnościowej i zrównoważonego rolnictwa z Koalicji Żywa Ziemia Justyna Zwolińska.

Czytaj też: Zmienić polskie rolnictwo na lepsze. NGOsy mówią o nowym pakcie społecznym

2022: 20% udziału mięsa w eksporcie rolno-spożywczym

Wybór miejsca spotkania, na które lokalna społeczność zaprosiła reprezentantów trzeciego sektora był nieprzypadkowy – południowa część województwa lubelskiego i północna województwa podlaskiego to obszar na którym dochodzi do znaczącej ekspansji ferm. Elżbieta Sokołowska z Komitetu Protestacyjnego Żeszczynka mówi nam o inwestycjach producenta drobiu Wipasz. – Zakłady powstają przede wszystkim w promieniu 100 km od ubojni w Międzyrzecu Podlaskim. Chodzi o powiat bialski i parczewski, ale również radzyński i włodawski - precyzuje. Rozwój branży, jak za danymi Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) wykazała Justyna Zwolińska, wiąże się z rosnącym eksportem rolno-spożywczym. W 2022 r. mięso – zarówno przetworzone, jak i tzw. żywiec -  stanowiło 20% eksportowanych produktów rolno-spożywczych, o wartości 9,6 mld euro, produkty mleczne natomiast 7% (3,2 mld euro). Udział obu gałęzi w porównaniu z rokiem poprzednim wzrósł o 37%. – W okresie od stycznia do listopada 2023 r. szczególnie wysoką pozycję w strukturze wartościowej eksportu mięsa i przetworów mięsnych zajmował drób, którego udział wyniósł 41,6%. Stąd presja na budowę b. dużych kurników i ferm – wyjaśniała Zwolińska.

Trzykrotne przekroczenie norm dot. azotanów

Zarówno związani z trzecim sektorem eksperci, jak i zaangażowani w protesty przeciwko fermom mieszkańcy przekonują o destrukcyjnym wpływie przemysłu mięsnego na środowisko naturalne, zdrowie publiczne oraz rolniczy i wiejski krajobraz. Jak czytamy w opublikowanej przez Koalicję Żywa Ziemia przy współpracy Koalicji Klimatycznej oraz Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym publikacji „Fermy przemysłowe a dobra publiczne w rolnictwie i na obszarach wiejskich”, związane z fermami przemysłowymi zanieczyszczenia powietrza, wód i gleby prowadzą do niszczenia siedlisk gatunkowych i pogorszenia stanu lokalnej różnorodności biologicznej. Zagrożeniem dla ekosystemów są także pochodzące z zakładów plagi szczurów oraz uciekający z ferm przedstawiciele gatunków inwazyjnych, takich jak wizon amerykański.

Do zanieczyszczeń ma dochodzić wskutek emisji związków azotu i fosforu, amoniaku, metanu, pozostałości antybiotyków i substancji hormonalnych, a odchody zwierząt prowadzą do eutrofizacji wód i jałowienia gleby. Badania przeprowadzone w sąsiedztwie ferm kurzych i futerkowych na rzece Pogonie w Wielkopolsce wykazały trzykrotne przekroczenie dopuszczalnej normy zawartości azotanów; od 113,3 do 177,1 mg NO3/l przy normie 50 mg NO3/l. Podobnie ma się rzecz z zawartością mikroorganizmów w wodach cieków obok ferm, takich jak bakterie z grupy coli. Justyna Zwolińska zwróciła uwagę na zagrożenie epidemiologiczne związane z chorobami odzwierzęcymi, które globalnie odpowiadają za 2,7 mln zgonów rocznie, z kolei pracownik naukowy SGGW i ekspert Koalicji Klimatycznej prof. Zbigniew Karaczun mówił o coraz większym problemie antybiotykooporności. – Rosnąca oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe, które znajdują się w spożywanym przez ludzi mięsie, została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za jedno z 10 największych światowych zagrożeń dla zdrowia publicznego. Co roku z tego powodu umiera 300 tys. ludzi. Tymczasem, jak wykazuje Europejska Agencja Leków, Polska jest europejską liderką zużycia antybiotyków w produkcji zwierzęcej – w 2022 r. wyniosło ono w naszym kraju 196 mg/PCU (1)przy unijnej średniej 73,9 mg/PCU - mówił prof. Karaczun.

Czytaj też: Raport WWF: degradacja środowiska i brak różnorodności sprzyjają pandemiom

8% światowego zużycia wody przez produkcję zwierzęcą

Uczestnicy debaty podnieśli również kwestię wpływu ferm przemysłowych na lokalne stosunki wodne. – Wysokość poboru wody przez fermy stanowi konkurencję dla innych jej użytkowników, w tym dla sąsiadujących z nią gospodarstw rolnych – stwierdzają NGOs w wydanej publikacji, a ocenę tę potwierdza Elżbieta Sokołowska. Działaczka ze wsi Żeszczynka w gminie Sosnówka mówi o pozwoleniach wodnoprawnych wydawanych pomimo szczególnego narażenia tej części województwa lubelskiego na suszę. – Sucha jest już cała zlewnia przepływającej przez naszą okolicę rzeki Zielawa. Jeśli Wipasz zrealizuje wszystkie swoje plany inwestycyjne, na 16 kurników w jednej fermie będzie zużywać więcej wody niż cała gmina w ciągu roku. Susza odbija się negatywnie na funkcjonowaniu regionu, w którym różnorodna uprawa zbóż jest coraz bardziej zastępowana monokulturą kukurydzy. Ulewne deszcze kładą zboża, a na problem nakłada się jeszcze brak retencji i osuszanie łąk – wymienia Sokołowska. Z publikacji wydanej przez organizacje społeczne dowiadujemy się, że produkcja zwierzęca przyczynia się do 8% światowego zużycia wody.

Fermy szkodzą przedsiębiorczości

Według Koalicji Żywa Ziemia intensywna produkcja zwierzęca zaburza wielofunkcyjność obszarów wiejskich, które łączą w sobie żywotność ekonomiczną, społeczną i środowiskową oraz narusza rozmaite dobra publiczne – obok wymienionych już różnorodności biologicznej, jakości i dostępności wód, funkcjonalności gleby, stabilności klimatycznej czy jakości powietrza, także walorów krajobrazowych. Cierpią na tym lokalne rolnictwo oraz inne przejawy działalności gospodarczej. – Dane Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa pokazują spadek liczby gospodarstw rolnych w Polsce o 350 tys. w ciągu dwóch lat, co wynika m.in. z rosnącej koncentracji produkcji zwierzęcej – mówiła Justyna Zwolińska. Elżbieta Sokołowska wspomina o szczególnych trudnościach jakie dotykają gospodarstw ekologicznych, które w otoczeniu ferm nie są w stanie produkować żywności o wysokiej jakości. – Fermy przemysłowe to także poważny problem dla firm z branży agroturystycznej czy hotelarskiej, ponieważ ludzie nie chcą spędzać czasu na terenach skażonych odorem, plagami much i szczurów czy zanieczyszczeniami. Grunty sąsiadujące z fermami tracą na wartości. Uciążliwości polegają również na eksploatacji dróg, przez które przetacza się do 100 ciężarówek dziennie – opowiada.

4,4 tys. dolarów na tonę mięsa

Powracająca w trakcie spotkania formuła prywatnych zysków i uspołecznionych strat odsyłała do, diagnozowanego przez uczestników dyskusji, braku szerszych korzyści społeczno-ekonomicznych z funkcjonowania ferm przy równoczesnym ponoszeniu wysokich, w tym środowiskowych, kosztów. Przywołane przez prof. Karaczuna szacunki IPCC pokazują, że dewastacja środowiska i utrata różnorodności biologicznej wskutek przemysłowej produkcji żywności generują dla globalnej gospodarki roczne straty w wysokości 2,7 bln dolarów. Specjalista ds. zarządzania prof. Tadeusz Pomianek obliczył kwotę 4,4 tys. dolarów jaka przypada na jedną wyprodukowaną tonę mięsa. W polskim kontekście prof. Karaczun przypomniał ponadto o korzystaniu przez fermy przemysłowe z prawnej kategorii działu specjalnego produkcji rolnej, która wiąże się ze zwolnieniem zakładów z podatku od nieruchomości.

Czytaj też: Nie ma czegoś takiego jak tanie mięso

Od konstytucji po konwencję z Aarhus

Mieszkańcy sprzeciwiający się powstawaniu ferm mogą sięgać po argumenty prawne, wywiedzione m.in. z takich przepisów i dokumentów jak art. 5 Konstytucji RP mówiący o zapewnianiu przez państwo ochrony środowiska przy kierowaniu się zasadą zrównoważonego rozwoju, art. 5 ustawy Prawo ochrony środowiska wprowadzający zasadę kompleksowości ochrony środowiska, konwencja z Aarhus, czy rezolucja ONZ o prawie do czystego środowiska. Obecni na debacie przedstawiciele Biura RPO opowiadali o roli prawa administracyjnego. – Warto starać się o zostanie stroną postępowania administracyjnego na etapie uzyskiwania przez inwestora decyzji środowiskowej, a później decyzji o warunkach zabudowy czy decyzji budowlanej. Art. 44 znowelizowanej ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie przyznaje uprawnienia organizacjom ekologicznym, które powołując się na swoje cele statutowe mogą uczestniczyć w postępowaniach na prawach strony i składać odwołania oraz skargi albo korzystać z innych środków prawnych. Inne możliwości wiążą się z procedurą planistyczną; tzw. „rewolucja w planowaniu przestrzennym” wprowadza plany ogólne, które od 2026 r. będą precyzowały rodzaj dopuszczalnej zabudowy w gminie – wyjaśniała Małgorzata Żmudka-Wyrwał z Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego w Biurze RPO.

- Interwencje w interesie mieszkańców może podejmować również sam Rzecznik Praw Obywatelskich, w tym na podstawie doniesień medialnych, najlepiej jednak jeśli zrobi to z inicjatywy samych mieszkańców. Trafiające do nas głosy mogą stanowić mocną podstawę interwencji, w których sprawdzimy czy przy badaniu wpływu na środowisko oraz innych skutków inwestycji organy zachowały odpowiednią wnikliwość – w rozmowie z Teraz Środowisko dodaje prawniczka. Jakie postulaty dotyczące zmian w prawie wysuwają przeciwnicy ferm? Kluczową ideą pozostaje moratorium na budowę nowych zakładów. O pomyśle stanowiącym część „Manifestu 100 dni”, który podsumowywał środowiskowe i proklimatyczne oczekiwania strony społecznej wobec polityków, pisaliśmy przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi; na debacie w Wisznicy przypomniał o nim prof. Zbigniew Karaczun. – Nie jesteśmy przeciwnikami produkcji zwierzęcej, która stanowi istotną część produkcji rolnej jako takiej, fermy jednak rolnictwem nie są. To przemysł i właśnie tak powinien być traktowany – mówił reprezentant Koalicji Klimatycznej.

Obligatoryjna certyfikacja

- Łączna liczba rozmaitych protestów przeciw fermom przemysłowym w całej Polsce wynosi ok. 3 tys. Wiemy, że ten rodzaj działalności ma bardzo negatywny wpływ na środowisko, zdrowie publiczne i zrównoważone praktyki rolnicze – należy więc wstrzymać realizację nowych inwestycji i zastanowić się w debacie publicznej, czy właśnie tak ma wyglądać produkcja żywności w naszym kraju. Powinniśmy też zadać pytanie o transfer prywatnych korzyści do wąskiej grupy beneficjentów przy szkodach dla szerszych grup społecznych – w rozmowie z Teraz Środowisko argumentuje prof. Karaczun. Kolejne sugerowane przez eksperta rozwiązanie to obligatoryjna certyfikacja produktów odzwierzęcych, która uwzględniałaby warunki hodowli, związane zarówno z dobrostanem zwierząt, jak i kwestiami środowiskowymi. Nasz rozmówca powołuje się na sprawdzony wzorzec certyfikatów jakości w oznakowaniu jaj, które wpływają na wybory konsumenckie, promując bardziej zrównoważone modele produkcji. – Certyfikacja mogłaby efektywnie włączyć konsumentów do procesu transformacji systemu żywnościowego w Polsce – dodaje.

Czytaj też: Suwerenność żywnościowa wyzwaniem dla lokalnych władz. Apel do samorządów

Z wymienionymi postulatami zgadza się Elżbieta Sokołowska, która mówi również o potrzebnych zmianach w ustawie o planowaniu przestrzennym. – Chcemy przyjęcia poprawki, która zabroni budowania ferm przemysłowych w gminach pozbawionych miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W tej chwili inwestorzy wykorzystują małe i biedne samorządy na „ścianie wschodniej”, w których nie ma planów, wiedząc, że niedługo wejdą w życie plany ogólne i inwestycje staną się trudniejsze. Właśnie dlatego mamy dziś do czynienia z tak skumulowaną falą. Taka poprawka była wnoszona już w poprzedniej kadencji sejmu, ówczesna większość niestety jednak ją odrzuciła – mówi działaczka.

Minimalizacja zużycia antybiotyków punktem wspólnym

Dyskusja o fermach przemysłowych toczy się w cieniu protestów rolniczych, które obok ochrony krajowego rynku biorą na celownik odnoszące się do rolnictwa elementy Europejskiego Zielonego Ładu. Podsumowując spotkanie, Justyna Zwolińska wyraziła obawę, że sprzyjająca protestom koniunktura polityczna utrudni przyjęcie zmian ograniczających ekspansję intensywnej produkcji zwierzęcej. Opublikowany niedawno przez Instytut Spraw Publicznych raport autorstwa dr Pauliny Sobiesiak-Penszko „Bezpieczeństwo żywnościowe i ochrona środowiska oczami rolników i rolniczek”(2) wskazuje jednak, że przynajmniej niektóre oczekiwania strony społecznej i rolników mogą pozostać zbieżne. W głównych wnioskach z raportu czytamy o dostrzeganym problemie nadmiernego uzależnienia rolnictwa od środków chemicznych i antybiotyków stosowanych w hodowli zwierzęcej, otwartości na zmiany wspierające rozwój rolnictwa ekologicznego czy o dużej wadze przywiązywanej do jakości żywności. „Rewolucyjne” koncepcje transformacji systemu żywnościowego w całej Europie podsuwa również publikacja brytyjskiej Fundacji Green Alliance o tzw. białkach alternatywnych(3), które do 2050 r. miałyby czterokrotnie zwiększyć obszar upraw agroekologicznych, zastąpić 2/3 dzisiejszego rynku mięsa i nabiału i przyczynić się do powstania tzw. „dywidendy gruntowej” pozwalającej na odbudowę siedlisk oraz naturalne pochłanianie dwutlenku węgla.

Szymon Majewski: Dziennikarz Teraz SamorządWięcej treści dotyczących samorządów w zakładce Teraz Samorząd.

Przypisy

1/ PCU (Population Correction Unit) – jednostka przyjęta w UE do obliczania wielkości dawki leku w ujęciu lek w miligramach na 1 kg masy ciała.
https://pkegliwice.pl/cele-ue-w-stosowaniu-antybiotykow/
2/ Całość:
https://www.isp.org.pl/pl/publikacje/bezpieczenstwo-zywnosciowe-i-ochrona-srodowiska-oczami-rolnikow-i-rolniczek
3/ Całość:
https://green-alliance.org.uk/wp-content/uploads/2024/03/PO_Nowa-dywidenda-gruntowa_Final.pdf

Polecamy inne artykuły o podobnej tematyce:

Znaczenie i przyszłość rolnictwa ekologicznego (24 maja 2024)GOZ to zawrócenie materii do gleby, w jak najbardziej korzystnej postaci (29 marca 2023)Eksperymentalna biogazownia włączona do systemu ogrzewania (24 listopada 2022)Polski KPS lada moment gotowy. Ważna rola ograniczenia emisji i działań adaptacyjnych (14 czerwca 2022)KE zatwierdza inicjatywę „Świat bez rzeźni” (12 maja 2022)
©Teraz Środowisko - Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i publikacja tekstów, zdjęć, infografik i innych elementów strony bez zgody Wydawcy są zabronione.
▲  Do góry strony